Cz. 22 – Dlaczego miałaby ukrywać przed Tobą ciążę?

Zostawił Alicję pod opieką Leona, a sam wrócił do swojego mieszkania. Jadąc samochodem myślał o powodzie tego osłabienia Alicji, ale szybko stwierdził, że takie myślenie bez badań nie ma sensu, bo przecież przyczyn może być wiele. Martwiło go to jednak, tym bardziej, że Alicja nie zgadza się na zrobienie badań. Uparta dokładnie tak samo jak Leon. Miał nadzieje, że rzeczywiście po prostu jest osłabiona, ale jego obawy i troska o nią wcale się przez to nie zmniejszyły.

Kiedy zajechał do domu już od progu usłyszał głos swojego ojca. Umawiał się z matką, że nie będzie go już wpuszczała do jego mieszkania. Obiecała mu to, ale najwyraźniej nie za bardzo się do tej obietnicy dostosowała. A on teraz nie bardzo wiedział, jak się zachować. Najchętniej wyprosiłby ojca z mieszkania, ale z drugiej strony nie chciał robić mu awantury i przy tym przykrości matce.

Wszedł w głąb mieszkania zastając rodziców w kuchni. Siedzieli przy stole i najzwyczajniej w świcie rozmawiali pijąc kawę i zajadając się ciastem.

- Widzę, że humor dopisuje. – inaczej nie mógł skomentować tej sytuacji, jaką zastał, czym od razu zwrócił na siebie uwagę rodziców

- To ja już będę szedł.

- No tak chyba będzie lepiej. – zareagował na słowa ojca nawet przez chwilę na niego nie patrząc

- Maks, synku…

- Nie mamo. Umawialiśmy się na coś.

- To ja przyszedłem bez zapowiedzi.

- I więcej tego nie rób.

- Krysiu odezwę się do Ciebie jutro. A Ty się uspokój i przemyśl dobrze, co robisz.

- Szkoda, że nie powiedziałeś mi tego zaraz po tym, gdy władowałeś się Alicji do łóżka. Gdybyś mi tak wtedy doradził to może wtedy jeszcze bym Cię posłuchał. I nie musiałbym teraz martwić się o swoją narzeczoną.

- … do widzenia. – pożegnał się nie słysząc odpowiedzi ani od żony, ani tym bardziej od syna. Wyszedł z mieszkania Maksa ze świadomością, a nawet z pewnością, że Maks w końcu przejrzy na oczy i przeprosi go za swoje zachowanie. W końcu to jego syn. Ta sama krew. Zawsze Maks był po jego stronie i wiedział, że tym razem stanie się tak samo. Prędzej czy później młody przejrzy na oczy i przekona się, że Alicja nie jest warta jego uczucia.

- Co się stało z Alicją? – spytała w końcu widząc, że coś go gryzie

- Co się z Tobą mamo stało?! Dlaczego jesteś od niego taka uzależniona?!

- Nie krzycz.

- Mamo, co Ty wyprawiasz. Prosiłem Cię o coś, tak? Obiecałaś mi, że nie będziesz się z nim tu spotykała. Przeszło mi przez myśl żeby zabrać dzisiaj Alicję do siebie i co? Jak ona by się poczuła? Nie myślisz o tym.

- Maks nie zapraszałam Gustawa. Sam przyszedł. Miałam go nie wpuścić?

- Tak. Właśnie tak. On nie ma prawa wstępu do tego mieszkania.

- Alicja nie przychodzi.

- Nie przychodzi, bo się boi. Ja zapewniam ją, że go tu nie spotka, a dzisiaj, co by było? Nie myślisz o tym? Zresztą tu nie chodzi tylko o Alicję. Nie chcę go widzieć, nie zamierzam się z nim kontaktować i nie będę tłumaczył sobie jego zachowania tak jak Ty. Choroba. On wcale nie jest chory. Gdyby był chory to by się leczył. A nie robi tego i nie zamierza tego zrobić. I robi to z premedytacją. Zero wyrzutów sumienia i względem Ciebie, i względem mnie i przede wszystkim względem Alicji. On niczego nie żałuje, rozumiesz?

- Żałuje.

- Taaa… chyba tylko tego, że mu się nie udało.

- Maks. To Twój ojciec.

- No właśnie. Dlatego mam sobie wmawiać, że wszedł do łóżka Alicji pod wpływem, czego? Słabości? Tak to sobie tłumaczysz? Jak Ty sobie w ogóle wyobrażasz dalsze życie z nim? Jeden dom, jedna sypialnia, jedno łóżko. Będziesz tak umiała? Zresztą, po co ja pytam. Przez tyle czasu Ci to nie przeszkadzało to, dlaczego teraz miałoby przeszkadzać. W końcu różnica polega tylko na tym, że tym razem próbował zgwałcić narzeczoną Twojego syna.

- Myślisz, że to nie ma dla mnie znaczenia? Myślisz, że mnie to nie boli?

- Nie widzę, żeby Ci to przeszkadzało skoro wracasz z nim do domu.

- Zmienił się.

- Zmienił się? Na gorsze chyba. Bo nie uwierzę, że chciał dobrze nachodząc jeszcze Alicję w szpitalu.

- W sobotę nas już tu nie będzie. Będziesz miał spokój.

- … – poczuł lekkie wyrzuty sumienia. Nie chciał, aby matka czuła, że jej obecność jest dla niego uciążliwa. Nie chodziło przecież o nią tylko o Gustawa – Mamo tu nie chodzi o Ciebie. Przecież wiesz, że chciałbym żebyś tu została. Ale bez niego. Nie chcę żeby Cię więcej krzywdził. Dlaczego się tak upierasz.

- Bo to mój mąż? Ojciec mojego dziecka?

- Nie jestem już dzieckiem. Nie musisz być z nim ze względu na mnie. Radzę sobie bez niego i Ty też sobie poradzisz. Nie musisz być od niego uzależniona.

- Jeśli zostanę to Alicja nigdy nie zazna spokoju. Zawsze będę jej o nim przypominała.

- Tak samo, jak ja. Alicja chciałaby żebyśmy utrzymywali ze sobą kontakt. Jeśli z nim wyjedziesz to będzie to utrudnione.

- Ty jesteś tu najważniejszy. Ty i Alicja. Chcecie być razem, kochacie się i wiem, że jesteś z nią szczęśliwy. Lepiej ułożycie sobie życie bez naszej obecności.

- Nie przekonam Cię?

- … Maks, synku tak naprawdę będzie dla Was lepiej.

- A co ze ślubem? Nie mówię, że już teraz, ale chciałbym żebyś na nim była, jeśli Alicja zechce zostać moją żoną. Co z dziećmi?

- Alicja jest w ciąży? Dlatego się o nią tak martwisz?

- Martwię się bo ją kocham. Nie najlepiej się ostatnio czuje, ale to nie o to chodzi. Nie chcesz widywać się z wnukami, jeśli się pojawią?

- Oczywiście, że bym chciała, ale żeby te wnyki się pojawiły to potrzebny wam jest spokój.

- Alicja mówi to samo.

- Chcesz mieć teraz dziecko?

- … – zastanowił się przez chwilę w dalszym ciągu mając wątpliwości, co do tego, czy czasami rzeczywiście ten obecny stan Alicji nie ma związku z tym, że być może jest w ciąży

- Maks?

- Jeszcze nie teraz. Mówi, że nie jest w ciąży, ale…

- Wie lepiej od Ciebie.

- Wiem, wiem, ale przecież taka pewna też być nie może. A ona nawet nie chce zrobić badań.

- Widocznie nie widzi potrzeby.

- Zachowuje się tak jakby nie chciała mi o czymś powiedzieć.

- Dlaczego miałaby ukrywać przed Tobą ciążę?

- Albo jej brak.

- O czym Ty mówisz?

- Sam nie wiem. Pójdę się położyć. Rano muszę być w szpitalu. – miał wątpliwości i nie ukrywał ich przed samym sobą. Podejście Alicji było naturalne. Nikt przecież nie lubi szpitali i tych wszystkich badań. Nawet lekarze, dlatego całkiem normalne było to, że broniła się jak mogła przed tym, aby dokładnie się przebadać. Nie rozumiał tylko, dlaczego nie chce nawet zrobić testu ciążowego. Aż tak przecież pewna być nie może. Z taki myśleniem położył się do łóżka i o dziwo szybko zasnął.

Alicja niestety nie miała tak łatwo ze snem. Rozmowa z Maksem trochę namieszała jej w głowie. Co prawda, co do tego, że nie jest w ciąży była pewna, ale z drugiej strony, co by było gdyby była jednak w ciąży i za kilka miesięcy miałoby pojawić się ich dziecko? Maks powiedział, że nie miałby nic, przeciwko, ale kiedyś przecież powiedział jej, że przy ich zawodzie obecność dziecka nie jest raczej wskazana. Wyglądało na to, że zmienił zdanie.

- Cześć siostra. Śpisz?- weszła do pokoju Alicji bez uprzedniego pukania zwracając na siebie jej uwagę

- Nie. Przysypiam tylko.

- Właśnie widzę, że taka śnięta jesteś.

- Bo chce mi się spać, a nie mogę zasnąć.

- Ojciec mi mówił, co się stało w szpitalu.

- Nic się nie stało. Panikują.

- Być może, ale Ala, dlaczego się tak bronisz przed tymi badaniami?

- Bo nie ma potrzeby robić afery.

- A co to za afera? Jejku no pójdziesz do szpitala przebadasz się i tyle. Rutyna, tak? Zresztą powinnaś się pilnować po operacji. To nie będzie nic dziwnego. A ojciec z Maksem przynajmniej się uspokoją. Przestaną Cię pilnować.

- Powinnaś się cieszyć, że odwracam uwagę ojca od Ciebie.

- Cieszę się, ale wolałabym żebyś zrobiła to z innego powodu. Zobaczysz, że wylądujesz obok jakiejś pacjentki. – postraszyła kładąc się obok siostry z głową na poduszce

- Hehe, dziękuję Ci bardzo. Dobrze mi życzysz.

- Oj Ala no nie daj się prosić.

- Ojciec Cię przysłał.

- Ojciec się martwi. – odpowiedziała z uśmiechem wdychając zapach wokół siebie

- Hehe, co Ty robisz? – spojrzała na poczynania młodszej siostry z niemałym zdziwieniem i zarazem rozbawieniem

- Co? Czuję Maksa.

- Hehe spadaj. – zaśmiała się niemal zwalając Beatę z łóżka.

Śmiejąc się wyszła z pokoju z nadzieją, że Alicja przemyśli sobie kwestię zrobienia badań i w końcu ulegnie. Sama też się zastanawiała nad gorszym samopoczuciem siostry i całkowicie popierała upór Maksa i ojca.

Cieszyła się, że wszyscy się o nią tak troszczą, ale z czasem stawało się to uciążliwe i denerwujące. Teraz jednak nie myślała o tym, co ją denerwuje tylko o tym, czego aktualnie by chciała. Nie mogła zasnąć, a w takim momencie zawsze brakowało jej przy sobie Maksa. Na pewno jakoś zaradziłby jej bezsenności. Sięgnęła ręką po komórkę bez wahania wystukując na klawiaturze kilka słów.

 

„Śpisz?”

 

Wysłała wiadomość zadając mu tak głupie pytanie praktycznie w środku nocy. Ale miała nadzieję, że jednak nie śpi.

 

„Już nie.”

 

Uśmiechnęła się do siebie na samą myśl o jego minie i o tym, co sobie pomyślał, kiedy ze snu wybudził go dźwięk przychodzącej wiadomości.

 

„Obudziłam Cię?”

 

„Nie skąd. Czekałem aż się do mnie odezwiesz.”

 

„Przyjedziesz po mnie rano? Pojadę z Tobą do szpitala.”

 

„Przyjadę. A teraz śpij. I daj spać innym.”

 

Zaśmiała się odczytując ostatniego sms’a. Cały Maks. Nie owija w bawełnę. Wiedziała jednak, że nie napisał tego ze względu na siebie, a na nią chcąc w ten sposób nakłonić ją do odpoczynku. Dała mu spokój nie chcąc, aby zamartwiał się jeszcze bardziej. I tak wystarczająco już przysporzyła mu zmartwień.

Cz. 21 – Sama wiesz, że coś jest nie tak.

Nie łatwo było jej przeleżeć jeszcze tych kilka minut w oczekiwaniu na to, aż kroplówka się skończy, ale jakoś doczekała końca. W sumie nie miała innego wyjścia, bo Leon nie odstąpił jej na krok przez ten czas. Niby przeglądał jakieś dokumenty i był zajęty swoimi sprawami, ale i tak dobrze wiedziała, że nie robiłby tego akurat teraz gdyby ona tu nie leżała. Nic jednak nie mówiła, bo to i tak nic by nie dało, a tylko bardziej by się zdenerwowała i to na nich obu. Zarówno na Maksa, jak i na ojca. A tak naprawdę to przecież całym sprawcą tej sytuacji jest Sylwia. Przecież to ona narobiła hałasu i ściągnęła przed szpital Maksa. To na nią powinna być zła. A ona tymczasem całą swoją złość przelała właśnie na Kellera. Dlatego też nie wsiadła nawet do jego samochodu, tylko od razu i bez zbędnych słów skierowała się do auta ojca. Panowie wymienili się jedynie znaczącymi spojrzeniami, po czym wsiedli każdy do swojego samochodu komentując to jedynie lekkim uśmiechem kilka minut później zatrzymując się przed domem Jasińskiego.

Podążali za nią niczym cienie. Nie odzywając się weszli do domu zaraz za nią i tak samo za nią podążając od razu w stronę kuchni.

- Ala…

- Ty się do mnie w ogóle nie odzywaj. – przerwała mu od razu, gdy tylko usłyszała jego głos, na co od razu zamilkł nie chcąc jej denerwować ani się z nią kłócić.

- Nie złość się na niego, bo dobrze zrobił.

- Bardzo dobrze. Po prostu lepiej zrobić nie mógł.

- Jesteś na niego zła o to, że się o Ciebie troszczy. Czego wy baby chcecie?

- Tato.

- Jutro zrobisz wszystkie badania. I osobiście tego dopilnuję.

- … – uśmiechnęła się tylko pod nosem nie mając już argumentów na ten ich upór – Dlaczego się tak upieracie?

- A to jest niepotrzebne pytanie.

- Jest potrzebne, bo ja nie widzę powodu do niepokoju.

- Ty nie musisz. Wystarczy, że dziesięć innych osób dookoła Ciebie widzi. Maks przypilnuj jej, a ja wyskoczę do sklepu. Zjemy razem kolację.

- Nie mam ochoty na kolację z wami.

- Ciebie nikt o zdanie nie pyta. – uciął temat po chwili zamykając za sobą drzwi od domu.

Siedzieli we dwójkę przy stole w kuchni w ogóle się nie odzywając. Pochłonęły ją jakieś myśli. Tak samo zresztą jak i jego. Ocknęli się niemal w tym samym momencie, kiedy czajnik dał im znać, że woda się zagotowała.

- Ja zrobię. – zatrzymał ją chwytając za rękę, kiedy chciała wstać i zrobić herbatę

- A mogę iść wziąć prysznic, czy dla bezpieczeństwa zechcesz pójść ze mną?

- Ala proszę Cię. Bądźmy poważni. Sama wiesz, że coś jest nie tak.

- Tak żebyś wiedział, że jest. Kilka miesięcy temu Twój ojciec próbował mnie zgwałcić, a Ty nic wtedy z tym nie zrobiłeś. Nic, co by mi pomogło. I co gorsze to ciągle wraca, bo Twój ociec najwyraźniej nie zamierza dać nam spokoju. W dodatku w dalszym Ciągu nie wiem, co działo się z Tobą przez te wszystkie miesiące w Somalii, bo nie chcesz się tym ze mną podzielić.

- Nie chcę, żebyś przeżywała to razem ze mną.

- To nie dziw się, że mój organizm jakoś na to wszystko reaguje.

- Ala ja to rozumiem, ale może jest też jakiś inny powód.

- A to za mało, tak?

- Nie o to chodzi. Po prostu… nie przeszło Ci przez myśl, że może…

- Przeszło, ale w tym momencie jest to niemożliwe – przerwała mu domyślając się, do czego zmierza, a o co trochę boi się zapytać

- Dlaczego nie?

- Maks, przy tym stresie, który teraz mamy. Od kilku miesięcy nie ma spokoju. Prawdopodobieństwo, że udałoby mi się zajść w ciąże jest praktycznie zerowe. Lekarzowi chyba nie muszę tego tłumaczyć?

- I jesteś tego pewna? Nie chcesz nawet sprawdzić?

- Nie muszę. Ale jak się coś w tej kwestii zmieni to Ci powiem. – chciała go upewnić w tym, że jest pewna swoich słów i, że w najbliższym czasie żaden mały Keller się na świecie nie pojawi. Chociaż były momenty, kiedy sama o tym myślała to jednak trzymała się wersji, że na razie nic takiego się nie wydarzy. Jego zdanie jednak było dla niej nie bez znaczenia. – Chciałbyś?- spytała nagle po dłuższym namyśle ciekawa jego zdania na ten temat

- … – spojrzał na nią nie bardzo wiedząc, w jaki sposób powiedzieć jej to, co tak naprawdę myśli. Chciał żeby go dobrze zrozumiała, dlatego najważniejsze jest żeby dobrze zaczął – Chciałbym. Chcę, ale nie w taki sposób.

- To znaczy, w jaki?

- Chcę żebyśmy ułożyli sobie życie normalnie. Bez pośpiechu. Dziecka oczywiście nie da się zaplanować, ale jeśli chodzi o ten konkretny moment, który mamy teraz, to dziecko chyba nie byłoby najlepszym rozwiązaniem. Nie rozwiąże za nas naszych problemów.

- Cieszę się, że to mówisz.

- Ale żeby było jasne. Chcę mieć z Tobą dziecko i mimo wszystko cieszyłbym się, gdyby okazało się, że jesteś w ciąży.

- Nie jestem. – zapewniła po raz kolejny pozbywając się całej złości na niego. Szybko jej przeszło, ale przy takiej rozmowie musiała to zrobić. Inaczej taka szczera rozmowa nie byłaby możliwa.

- Ok. Przyjąłem do wiadomości.

- … – uśmiechnęła się dobrze wiedząc, że to nie zmieni jego zachowania względem niej i że ciągle będzie miał ją na uwadze i będzie pilnował, aby przypadkiem coś jej się niestało. A i Leon na pewno zmusi ją do tego żeby bardziej się oszczędzała. W końcu, jako ordynator ma odpowiednie narzędzie w ręku. Bez jego zgody nie stanie przy stole operacyjnym. Na tę jednak chwilę mogła jedynie uzbroić się w cierpliwość i mieć nadzieję, że prędzej, czy później ta ich nadopiekuńczość się skończy.

 

 

Hej,

 przybywam do Was z kolejną częścią, która również pojawiła się na drugim adresie bloga
http://ala-i-maks-az-do-smierci.blogspot.com/

Zapraszam Was też na
http://szpitalcopernicus.blogspot.com/
tam również pojawiają się notki pisane przeze mnie. Myślę nawet, że historie tam pisane mogą być znacznie ciekawsze niż ta, która Wam tu przedstawiam.

Zapraszam i pozdrawiam.

Cz. 20 – Czasami najprostsze rozwiązania najtrudniej przychodzą do głowy.

Można powiedzieć, że z przyjemnością zajęła się pacjentką Piotra, bo w końcu mogła oderwać się od bardzo skomplikowanych operacji. Chociaż musiała przyznać, że ten przypadek do łatwych ni należy. W końcu będzie miała do czynienia nie tylko z wyrostkiem, ale przede wszystkim z zagrożoną ciążą bliźniaczą. Tego jeszcze w swojej karierze zawodowej nie miała. Co prawda jest to raczej rzecz normalna, ale jej osobiście nie zdarzyło się jeszcze przeprowadzać takiego zabiegu. Zleciła zrobienie pacjentce dodatkowych badań, po czym po konsultacji z Leonem i Piotrem zdecydowała się wziąć pacjentkę na sale operacyjną. I tym razem na szczęście obyło się bez zbędnych komplikacji. Bała się trochę tego, co może się wydarzyć w trakcie, ale obecność Piotra nieco ją uspokajała i dodawała pewności, że w razie potrzeby on jest gotowy do przejęcia pacjentki.

Wystała przy stole kolejne minuty, a nawet godziny, co wyraźnie dało jej się we znaki. Złapała chwilę oddechu na korytarzu, ale na niewiele się to zdało, dlatego bez zastanowienia od razu skierowała się w stronę wyjścia ze szpitala. Pominęła nawet szatnie chcąc jak najszybciej znaleźć się na zewnątrz i zaczerpnąć trochę powietrza. Przysiadła sobie na murku oddalonym o kilka metrów od wejścia chcąc mieć chwilę spokoju.

- Hej, tu jesteś. Szukam Cię i szukam. – przyłączyła się do niej niespodziewanie Sylwia na pierwszy rzut oka nie zauważając osłabienia przyjaciółki. Dopiero jej zamknięte oczy i brak jakiejkolwiek odpowiedzi wzbudziły jej podejrzenia, że coś jej z nią nie tak – Chwila przerwy? Jakiś problem?

- Przed chwilą skończyłam operować. – odpowiedziała słabym głosem łapiąc kilka głębszych oddechów

- Ty nie przesadzasz czasami?

- Z czym?

- Z tempem. Może przyniosę Ci coś do picia, co?

- Nie trzeba. Zaraz mi przejdzie.

- Już to kilka razy od Ciebie słyszałam.

- Powtarzasz się.

- Ty też. Przystopuj trochę.

- Ale ja się nigdzie nie spieszę.

- Może jakieś wolne, co?

- Za chwile.

- Mówię poważnie.

- Poważnie, jak Maks.

- Tylko, że Ty nic sobie z tego gadania nie robisz.

 - Po prostu… daj mi chwilę. – dokończyła ze spokojem opierając się plecami i głową o ścianę. Przez chwilę Sylwia nic nie mówiła, ale kiedy Alicji w ogóle się nie poprawia sięgnęła do kieszeni po komórkę

- Co robisz?

- Dzwonię do Maksa.

- Zwariowałaś? – zareagowała z lekkim oburzeniem chwytając Sylwie za dłoń, w której trzymała telefon. Ta jednak nic sobie z tego nie zrobiła – Sylwia proszę Cię…

- To ja Cię proszę. Zresztą w ogóle nie ma, o czym mówić. – uciszyła Alicję nie reagując na jej prośbę zaraz potem wydając Maksowi krótkie, stanowcze polecenie, aby wyszedł przed szpital.

Posłuchał i przyszedł po kilku minutach zupełnie nieświadomy tego, z jakiego powodu Sylwia wyciąga go na zewnątrz tym bardziej, że pogoda ich już nie rozpieszcza

- No hej, co jest? Wyciągacie mnie na ten mróz. Chcecie żebym zmarzł? – zażartował zbliżając się do nich z uśmiechem. Im jednak był bliżej, tym bardziej sam udzielał sobie odpowiedzi – Co się stało? – spytał już całkiem poważnie kucając naprzeciwko Alicji

- Mam nadzieję, że Ty mi powiesz.

- Dlaczego nie weszłyście do środka? – spytał zarzucając na ramiona Szymańskiej swoją kurtkę

- Bo bałam się ją ruszyć

- Ala, ej spójrz na mnie. – polecił podnosząc opuszczoną przez nią głowę tak, aby mogła na niego spojrzeć

- Zostaw. Przejdzie. – odezwała się ledwo słyszalnym głosem chwytając Maksa za rękę, którą podtrzymywał jej głowę

- Mówisz tak od miesiąca. Sylwia przynieś wodę.

- …. – poszła od razu zostawiając ich na chwilę samych. Usiadł obok Alicji obejmując ja ramieniem zupełnie tak jakby obawiał się, że za chwilę osunie mu się na ziemię czekając przy tym na Sylwię

- Może zadzwonię po Jivana? – spytała po powrocie podając Maksowi plastikowy kubek z wodą

- Jak długo już tu siedzi?

- Nie wiem. Ze mną może z jakieś dziesięć minut.

- Za długo.

- Duszno mi. – wyszeptała przykładając niemalże bezwładnie głowę do ramienia Maksa. Po tych słowach Szymańskiej nie czekał dłużej na to, aż te dolegliwości same przejdą, tylko zadzwonił na SOR prosząc o łóżko, z którym po chwili przybyło do nich dwóch sanitariuszy

- Jedziemy od razu na EKG.

- Maks… – chwyciła go za rękę chcąc powstrzymać, ale tym razem nie było to takie łatwe

- Nie dyskutuj ze mną. Jak Cię tak zostawię to stracisz w końcu przytomność. Panowie jedziemy.

Wiedziała, że nie ma sensu więcej się sprzeciwiać. Zresztą po pierwsze nie miała no siły, a po drugie i tak tym razem by jej nie posłuchał. Zawiózł ją od razu na oddział prosząc Sylwię o aparaturę i ściągnięcie kardiologa nie chcąc robić w szpitalu niepotrzebnego zamieszania. Tym bardziej, że wiedział, że zależy na tym Alicji. 

- Często zdarzają się Pani te duszności? – spytał kończąc badanie

- … – pokiwała przecząco głową chcąc się podnieść

- Ale proszę leżeć. – przytrzymał ją za ramie zmuszając ją w ten sposób do pozostania w pozycji leżącej

- Zlitujcie się. – przewróciła oczami po chwili ponownie je zamykając odczuwając kolejną falę duszności i zawrotów głowy

- Powiedziałem Ci, że teraz już nie odpuszczę.

- Ma Pani bardzo niskie ciśnienie, a serce pracuje bardzo nierówno. Stąd te duszności, ale nie widzę tutaj żadnych większych problemów. Z mojej strony jednak zostawiłbym Panią na całodobowy pomiar.

- Nie trzeba. To zwykłe zmęczenie.

- Oby, ale w Twoim wieku taki nagły spadek formy nie jest normalny.

- Pan ma rację. Jak to się mówi, lepiej dmuchać na zimne.

- Możesz? – spytała wyciągając w kierunku Maksa rękę po trzymaną przez niego swoją bluzkę, którą podał jej bez komentarza. W końcu nie trudno było mu się domyślić, że jest złą, ale na szczęście dla niego nie miała nawet siły żeby bardziej mu to pokazać

- Wolałbym żebyś tu została.

- … – spojrzała tylko na niego znacząco, na co kardiolog uśmiechnął się obserwując tę dwójkę

- Najgorzej jest leczyć lekarza. – spuentował zachowanie Alicji podając Maksowi wynik badania – Niech ją Pan ma na oku.

- Dzięki.

- … za niepotrzebną fatygę. – dodała pomału podnosząc się z łóżka zaraz potem wychodząc z gabinetu. Minęła Maksa w drzwiach chwilę potem słysząc zamykające przez niego drzwi. Daleko jednak nie zdołała ujść, bo już zaledwie po paru krokach zwolniła tempo zatrzymując się w końcu przy krzesłach i siadając na jednym z nich

- No i po co się tak upierasz? – spytał retorycznie od razu pojawiając się przy niej – Podłączę Ci na razie kroplówkę. Przez tę godzinę pomyślę, co dalej. Chodź.

Pomógł jej dojść do pokoju lekarskiego po chwili podłączając jej kroplówkę, z czego wcale, ale to wcale nie była zadowolona.

- Wiesz, że w każdej chwili ktoś może tu wejść? – bardziej stwierdziła niż zapytała w bezradności całkowicie poddając się jego decyzjom

- Mało mnie to obchodzi.

- Ale mnie obchodzi. Jeśli ojciec się dowie, to Ci tego nie wybaczę.

- Dowie się, bo sam mu powiem. Leżysz tu przez godzinę i nawet nie próbuj niczego kombinować. Zresztą będę miał Cię na oku. Najlepiej by było jakbyś się trochę przespała.

- Najlepiej z Tobą.

- … – uśmiechnął się dobrze wiedząc, że powiedziała to specjalnie, bo jest na niego zła, czego zresztą nie ukrywała – Ciesz się, że nie położyłem Cię na oddziale i nie kazałem zrobić wszystkich badań. Ale to na razie.

- Nie na razie, bo zaraz idę do domu.

- To się jeszcze zobaczy. Leż i śpij. Ja idę do Leona.

- Maks…

- Też Cię kocham! – odpowiedział głośniej wychodząc z pokoju kompletnie nie zwracając uwagi na jej protesty.

Z jednej strony była na niego zła za to, że się tak upiera i nie chce jej odpuścić, ale z drugiej podobało jej się to, że tak się przejmuje i o nią troszczy. Teraz wie, jak to jest być pacjentką doktora Kellera.

Zmierzał właśnie do gabinetu ordynatora chcąc poinformować go o tym, co dzieje się z jego córką, tak na wszelki wypadek gdyby wszedł do pokoju lekarskiego i zastał ją podłączoną do kroplówki. Na pewno zdziwiłby się tym widokiem, dlatego Maks wolał go uprzedzić. Jednak wezwanie na SOR było w tym momencie ważniejsze.

Zwykłe pobicie i dwóch pacjentów z rozcięciami łuku brwiowego i ręki. Na szczęście tylko to. W dodatku z pomocą Jivana uporali się z tym w kilka minut.

- Dobrze, że przyszedłeś wcześniej. – przyznał zamykając się z nim w jego gabinecie

- A, co nie dałbyś sobie rady z tymi po obijańcami?

- Z zamkniętymi oczami. Chodzi o Alicję.

- O Alicję. Proszę. Mogłem sie domyślić. Jeśli Maks Keller ma problem to musi on być związany z Panią doktor.

- Możesz być przez chwilę poważny?

- Aż tak? – spytał odwracając wzrok w stronę otwieranych przez kogoś drzwi

- Hej Jivan, o Maks. Lepiej trafić nie mogłem. Alicja mówiła Ci, jaki dałem jej przypadek?

- Przypadek? Nie, nie mówiła.

- Wyrostek przy bliźniaczej, zagrożonej ciąży.

- Jak bliźniacza to zazwyczaj zagrożona.

- Mówiła, że pierwszy raz trafił jej się taki wyrostek. Ale poszło bez komplikacji. – wyjaśnił siadając na leżance

- Co was obu do mnie sprowadza? Mam nadzieję, że dwa, różne problemy.

- Powiedziałeś, że dzisiaj operowałeś z Alicją?

- Może nieco ponad godzinę temu skończyliśmy.

- I wszystko było w porządku w trakcie?

- W porządku. Bez niespodzianek. Mama i dzieci czują się dobrze.

- Sylwia znalazła Alicję przed szpitalem. Jak przyszedłem do nich to była ledwo przytomna.

- To nie po raz pierwszy.

- Wiem. Dlatego teraz jej nie odpuszczę.

- Zawroty głowy i osłabienie może mieć różne podłoże.

- Chcesz żebym do niej zajrzał? – spytał przerywając im tę wymianę zdań Jivan

- Ale dyskretnie. I tak jest na mnie wystarczająco zła.

- Hehe domyślamy się.

- A, co jej zrobiłeś? Wsadziłeś w taksówkę i wysłałeś do domu, czy naskarżyłeś Jasińskiemu?

- Najpierw zaprowadziłem na EKG, a teraz leży w lekarskim i czeka aż kroplówka się skończy.

- EKG?

- Pojawiły się duszności. Nie wiem, czy to czasami nie ma czegoś wspólnego z tymi komplikacjami przy operacji. Nie wiem, czy robiła badania regularnie po oddaniu Leonowi tej wątroby.

- Znając Alicję to nie byłbym tego pewien.

- No właśnie też nie jestem.

- A przyszło Ci do głowy żeby zaprowadzić ją najpierw do niego? – spytał Adam wskazując wzrokiem na Wanata

- … nie.

- Hehe, ale mnie przyszło. Uznała, że nie ma takiej potrzeby. Nie wnikałem, co miała przez to na myśli.

- Zamknij się. Chyba by wiedziała, gdyby była w ciąży.

- Ty w sumie też powinieneś wiedzieć, czy jest takie prawdopodobieństwo.

- Dziwne, żeby nie było. Tak samo może być w ciąży, jak i może nie być.

- Nie wiem Maks. To Twoja kobieta.

- My Ci tylko próbujemy pomóc. Czasami najprostsze rozwiązania najtrudniej przychodzą do głowy. Może niepotrzebnie szukasz przyczyny tego osłabienia tam, gdzie go nie ma.

- Na EKG by wyszło.

- A, co Ci powiedział kardiolog?

- Że serce pracuje bardzo nierówno. W sumie nic więcej.

 - Nie równo?

- … szlak by was trafił. – stwierdził po chwilowym namyśle chcąc wyjść z gabinetu Jivana i iść prosto do Alicji chcąc upewnić się, czy czasami rzeczywiście szuka przyczyny nie tam gdzie powinien.

- Maks! Stój. – zatrzymał go Piotr nieco rozbawiony zachowaniem kolegi – Co chcesz zrobić. Pójdziesz do niej i zapytasz się, czy jest w ciąży? Powie Ci, to samo, co mnie. Bo może rzeczywiście nie jest. Może namów ją na wcześniejszy urlop, albo zwolnienie, jeśli Elżbieta nie da jej urlopu. Odpocznie to może wszystko samo się unormuje. Może to rzeczywiście tylko osłabienie. Za dużo się ostatnio u was działo. Ona musi to odchorować.

- I mam tak czekać? Alicja nie zgodzi się na urlop.  A już tym bardziej na zwolnienie.

- To zleć jej zrobienie dodatkowych badań.

- Albo lepiej po prostu ją o to poproś.

- Łatwo wam powiedzieć. Wiecie, jak trudno leczy się lekarza?

- Hehe wiemy. Zwłaszcza takiego jak Alicja.

- Ona najlepiej wie, co jej jest.

- No właśnie.

- Ma dzisiaj dyżur?

- Właśnie skończyliśmy.

-  Jutro ma całą noc.

- No to się dobrze składa, bo ja też. Pogadam z nią. Bez żadnych insynuacji.

- Ok. A Ty, co masz?

- Nic złego. Myślałem raczej o jakimś wypadzie gdzieś.

- My? W trójkę?

- A czemu nie? Bez żon, dziewczyn, dzieci.

- Jeśli o mnie chodzi to chętnie. Dogadajcie terminy ja się dostosuje. Tylko nie w sobotę, bo odstawiam matkę na lotnisko. Na razie.

Zostawił Piotra i Jivana samych kierując się od razu do szatni. Na dzień dzisiejszy skończył pracę i nie zamierzał zostawać dłużej. Musiał jeszcze tylko zdać relację z całego dnia Leonowi, a potem zająć się Alicją. Traf chciał, że Jasiński przechodząc właśnie obok pokoju lekarskiego zerknął w jego stronę zauważając leżącą na kanapie córkę.  Wszedł do razu do środka zamykając za sobą drzwi najciszej, jak tylko się to dało. Wyglądało na to, że spała, dlatego nie chciał jej obudzić, ale już sam fakt, że miała podłączoną kroplówkę udzielał mu wystarczającej informacji na pytanie, które mu się nasuwało na usta. Podszedł do niej siadając na brzegu kanapy delikatnie dotykając dłonią jej czoła.

- Mmmm.

- Ciii. Śpij.

- Nie, tylko nie Ty. – odezwała się bez trudu rozpoznając głos ojca – To był pomysł Twojego pupilka. – wyjaśniła szybko chcąc się podnieść.

- Leż. Kroplówka jeszcze się nie skończyła.

- Nie szkodzi.

- Ala. Ze mną chcesz się kłócić?

- Mówiłam mu, że to jest niepotrzebne. Zrobił tylko zamieszanie.

- Skoro Maks tak zadecydował to znaczy, że miał podstawy.

- Pewnie, że miałem.

- Oo świetnie, ze jesteś. Pogadajcie sobie, ale beze mnie. 

- Poczekaj do końca. Tych kilka minut Cię nie zbawi.

- Tato proszę Cię, powiedz mu coś. Chcę jechać do domu.

- Poczekaj tych kilka minut. Kroplówka się skończy to pojedziemy razem.

- Przyniosłem Ci rzeczy.

- … – zmierzyła Kellera spojrzeniem wiedząc, że jest na przegranej pozycji, bo ojciec będzie po jego stronie. I w sumie wcale ją to nie dziwiło, ale ten upór Maksa momentami był dla niej nie do zniesienia. Uległa jednak i tym razem.

 

 

Hej,

Obiecałam kolejną notkę, to jest. W przeciągu kilku dni powinna też pojawić się następna :)

Pozdrawiam.

Nowy adres bloga

Hej od dzisiaj blog działa również pod innym adresem. Z różnych względów postanowiłam przenieść się na blogspot. Myślę, że ta zmiana dobrze zrobi blogowi. Na razie oba adresy będą aktywne, ale wkrótce pozostanę przy jednym z nich. Muszę się przekonać jak będzie mi się współgrało z blogspotem. Jeśli się sprawdzi to pozostanę właśnie przy nim.

A więc od dziś zapraszam również na
http://ala-i-maks-az-do-smierci.blogspot.com/

oraz na bloga którego prowadzę już od znacznie dłuższego czasu i na którym notki ukazują się regularnie. Być może temat jest trochę przestarzały, ale jak się okazuje są jeszcze sympatycy tego serialu, który zrobił furorę kilka lat temu. A mianowicie „Magda M”.


http://magda-piotr-co-dalej-z-ta-miloscia.blog.onet.pl/

Serdecznie zapraszam i dziękuję za odzew pod poprzednią notką :)

Cz. 19 – Pomógł i jestem mu za to wdzięczny.

Dotarła do szpitala pół godziny przed planowaną operacją. Czekało ją kilka godzin przy stole operacyjnym w towarzystwie zarówno Krzysztofa jak i Maksa. Gdyby nie to, że operowany pacjent był głównie pod jej opieką to prawdopodobnie nie uczestniczyłaby w operacji, ale w obecnej sytuacji nie mogła sobie tego odpuścić. Rekonstrukcja więzadła krzyżowego nie należała to łatwych operacji, a co za tym idzie musieli spędzić na sali nieco więcej czasu. W dodatku pojawiły się komplikacje, których się nie spodziewali, a do których ostatnio Alicja ma „szczęście”. Obawiała się trochę spotkania Maksa z Krzysztofem, bo z wiadomych powodów nigdy jakoś szczególnie za sobą nie przepadali, ale nie ukrywała przed Maksem tego, że Krzysztof był dużym wsparciem i pomocą dla niej, gdy starała się sprowadzić go do Polski z tej nieszczęsnej Somalii. Jak dotąd jednak nie nadarzyła się okazja do tego, aby obaj panowie spotkali się ze sobą w cztery oczy.  Mijali się na korytarzu szpitala, ale przez tych kilka tygodni nie mieli możliwości porozmawiać na inne tematy niż tematy szpitala i pacjentów. Dopiero teraz nadarzyła się do tego okazja, dlatego zaraz po operacji, kiedy Maks wszedł do pokoju lekarskiego, gdzie Alicja rozmawiała właśnie z Florczykiem, nie wycofał się, jak to czasami bywało tylko wszedł do środka włączając się do ich rozmowy.

- Nie myślałam, że to będzie takie skomplikowane. – przyznała siedząc, a w zasadzie leżąc na kanapie z kubkiem gorącej herbaty wręczonym przez Florczyka chwilę wcześniej

- A, co myślałaś? Nie przywykłaś do komplikacji.

- Wręcz przeciwnie. Ostatnio często mi się zdarzają.

- Nie przesadzaj. Ile razy można Ci mówić, że to się zdarza?

- Ale nie notorycznie.

- Może źle dobierasz sobie pacjentów? – zapytał żartując Krzysztof. Dobrze przecież wszyscy wiedzieli, że nie selekcjonują sobie przypadków, tylko starają się wyleczyć każdego pacjenta – Zawsze rwałaś się do najcięższych operacji, to teraz masz.

- Mam wyrzuty sumienia.

- Zdarza się. Ale dzisiaj rzeczywiście mieliśmy ciężką sytuację. Na szczęście udało się uratować tę nogę. Będę do niego zaglądał, ale miejcie na niego oko i w razie, czego dajcie mi znać.

- Dziękujemy Ci za pomoc.

- To ja wam dziękuję. Świetna asysta.

- Polecamy się na przyszłość.

- Na pewno będzie okazja.

- A pro po okazji to, nie miałem jeszcze możliwości Panu podziękować.

- Mnie?

- Alicja mówiła, że gdyby nie Pana pomoc, to prawdopodobnie nie byłoby mnie tu dzisiaj.

- Gdyby nie Alicja. To jej upór zdziałam najwięcej. Ja tylko pokazałem jej gdzie zapukać.

- W każdym bądź razie dziękuję. Być może ktoś inny na Pana miejscu nie umiałby się tak zachować.

- Tak trzeba było i nie ma, o czym dyskutować. Mogłem to pomogłem. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. Podziękowania niech Pan składa w ręce Alicji.

- … – nie odpowiedział nic więcej tylko z delikatnym uśmiechem spojrzał na siedzącą naprzeciwko Szymańską, na co ona odpowiedziała mu równie delikatnym, ale za to szczerym i pełnym miłości spojrzeniem

- No dobrze, ja was zostawię. Za cztery godziny muszę być w Warszawie. Ala odezwę się do Ciebie wieczorem. Pacjent powinien się do tego czasu wybudzić.

- Mhm. – przytaknęła z uśmiechem odrywając na chwilę swoje spojrzenie od Maxa – Dziękuję.

- Nie ma sprawy. Do zobaczenia.

- Pa.

- Do widzenia.

- Do widzenia. – uścisnął dłoń Florczyka zaraz potem słysząc zamykające się za nim drzwi od pokoju lekarskiego

- Tobie też dziękuję.

- Za asystę?

- Wiesz, za co.

- Wiem przecież jak było. Pamiętam, co mi powiedziałaś. Nie chcę żeby sobie myślał, że jestem niewdzięczny za to, co zrobił. Nie musiał się zaangażować.

- Nie musiał.

- Zrobił to pewnie w znacznym stopniu ze względu na Ciebie, ale to nie zmienia faktu, że pomógł.

- Nie zrobił tego dla mnie. Nie tylko. Ty nie jesteś niewdzięczny, a Krzysztof nie jest bezduszny. Zrobiłby to bez względu na mnie. Był w stałym kontakcie z ojcem i Elą.

- Ok. Dobrze. Pomógł i jestem mu za to wdzięczny.

- …

- Cześć. – przywitała się Sylwia tym samym informując ich o swojej obecności tak na wszelki wypadek gdyby przysiadający się do Alicji Maks zapomniał o tym, gdzie się znajdują

- Cześć. – odpowiedziała przyjaciółce wtulając się w ramiona Maksa

- Jak tam operacja z Panem profesorem? Nie zjadły was kompleksy.

- Nas?

- A, co jego?

- Jak mieszkanie z Ordą?

- Bałaganiarz, leniwiec, maruda. Coś więcej?

- Hehe nie dzięki. Wystarczy. Ale nie zdziwiłaś mnie za bardzo.

- Maks.

- No co? Niech teraz cierpi, jak chciała. Mogła mieć Ciebie za współlokatora, to pozwoliła temu…

- Nie zapominaj, że ja jeszcze tu jestem.

- Dobrze wiesz, co myślę.

- Pewnie. Dobrze też wiem, co on myśli o Tobie. – odgryzła się Kellerowi domyślając się, co chciał powiedzieć

- Musicie sobie tak dogryzać?

- On zaczął.

- Piotr Cię szukał.

- Mnie? – spytała podnosząc na Sylwię swoje zamknięte przed chwilą powieki

- Ciebie.

- Mówił Ci, o co chodzi?

- Nie. Stęsknił się pewnie. – odpowiedziała wychodząc, doskonale wiedząc, że tymi słowami wygra kolejną utarczkę słowną z Maksem. Co, jak co, ale zazdrość o Alicję była jego słabym punktem

- Poczekasz? Pójdę sprawdzić, o co mu chodziło.

- Gdyby potrzebował Twojej pomocy to tu krążył. – próbował ją zatrzymać przytulając mocniej do siebie, ale na niezbyt wiele się to zdało, bo i tak dała radę podnieść się nie zważając na jego protesty

- Ja jednak pójdę. – oznajmiła zaraz potem zostawiając go samego.

Od razu swoje kroki skierowała na oddział ginekologii. Zatrzymała się przy Sali noworodków, ale nie na długo. Tym razem zerknęła tylko na maluchy, po czym ruszyła w stronę gabinetu Wanata.

- Hej. Podobno mnie szukałeś? – spytała zaglądając do pomieszczenia

- Podobno. Wejdź. Siadaj.

- Rozkaz to rozkaz.

- Prośba. Zdaje się, że coś dla was mam. – oznajmił podając jej teczkę z dokumentacją pacjentki. Od razu ją otworzyła zaczytując się w kolejnych badaniach

- Wygląda na zwykły wyrostek.

- Zagrożona ciąża bliźniacza.

- Aha. Co zamierzasz?

- O to właśnie zamierzałem zapytać Ciebie?

- Który to tydzień?

- Dwudziesty szósty… Podejmujesz ryzyko?

- Nie ma innego wyjścia, ale muszę ją zobaczyć. Poziom leukocytów trochę mnie przeraża.

- Bliźniaki to, dlatego.

- Szczerze mówiąc nie wycinałam jeszcze wyrostka w takim towarzystwie.

- Dwóch chłopaków.

- … – uśmiechnęła się do Piotra zaraz potem wracając do przeglądania zrobionych przez niego badań

- Ale na oddział Ci jej nie dam. Podałem tylko leki rozkurczowe i przeciwbólowe.

- Ok. Jak długo już tu jest?

- Od rana. Porobiłem najpierw wszystkie badania ze swojej strony.

 - No dobra, nie ma, na co czekać. Pójdziesz ze mną? – zapytała podnosząc się z fotela od razu jednak chwytając się za jego oparcie z zamkniętymi oczami chcąc przeczekać kolejne już tego dnia zawroty głowy. Tym razem jednak oprócz tego pojawiło się też uczucie gorąca

- Widzę, że nie minęło. – stwierdził dobrze pamiętając, że był już świadkiem podobnej sytuacji

- Mija za każdym razem.

- Czyli zdarza się częściej.

- Piotr…

- Tak wiem, to nic wielkiego. Zdarza się. Wiem, że się zdarza, ale w Twoim przypadku coraz częściej. I niestety się utrzymuje.

- Przejdzie, jak odpocznę.

- Dobrze, oby, ale zanim to zrobisz mogę Ci coś zasugerować? – spytał w dalszym ciągu stojąc przy niej tak na wszelki wypadek

- Boję się Twoich sugestii, ale niech będzie.

- Nie przeszła Ci przez myśl jakaś konkretna przyczyna tego osłabienia?

- Przeszła. Ale nie jestem w ciąży.

- Sprawdzałaś?

- Nie muszę.

- Masz taką pewność?

- A jeśli powiem, że tak?

- To Ci nie uwierzę. Nie ma takiej pewności. Tobie chyba nie muszę tego mówić.

- Właśnie powiedziałeś. Możemy iść do Twojej pacjentki?

- Proszę.

Zakończyła temat jej ewentualnej ciąży w bardzo konkretny sposób wyraźnie dając Wanatowi do zrozumienia, że nie spodziewa się dziecka. Nie koniecznie jednak Piotr musiał uwierzyć w to jej przekonanie. W końcu, kto, jak kto, ale on czasami może mieć też swoje przypuszczeni i przeczucia nieco bardziej wyczulone niż niejedna kobieta. Odstąpił jednak od rozmowy na temat ostatniego samopoczucia Szymańskiej i pozwolił Alicji skupić się na pacjentce.

 

 

Hej,

Coś mi się wydaje, że mój powrót odbije się echem… Nie wiem, czy jest sens pisać, skoro nie mam pewności, czy ktoś w ogóle czyta to opowiadanie. Frekwencja mówi sama za siebie. Opublikuje jeszcze kilka notek i wtedy zdecyduję, co dalej.

Pozdrawiam.

Cz. 18 – … wiem jak było, ale na pewno miał wątpliwości.

Przebudziła się, gdy przez niezasłonięte okna pokoju zaczęło wkradać się listopadowe słońce. Uśmiechnęła się przeczuwając, że przyczyni się to do tego, że ten dzień nie będzie taki najgorszy. Zwłaszcza w szpitalu. Tym bardziej, że ostatnio nie mogła pochwalić się dobrym samopoczuciem w Copernicusie. I wcale nie chodziło o kolegów i koleżanki. Chodziło o nią. Niestety zdarzały jej sie wpadki, co prawda nie wielkie i niezagrażające życiu pacjentów, ale dla niej to wcale nie było pocieszenie. Zdawała sobie sprawę z tego, że to prawdopodobnie przez przemęczenie, które sama odczuwała, ale nawet to nie pozwalało jej na danie sobie, chociaż chwili wytchnienia od pracy. Mimo próśb i uwag ojca i Maksa, a ostatnio nawet i Piotra nie brała tego do siebie i poświęcała pacjentom tyle samo uwagi, co zawsze. Po za tym od dwóch tygodni mają z Maksem zaplanowany wyjazd w góry. Co prawda Maksowi udało się umówić z Elżbietą tylko na dziewięć dni urlopu dla każdego z nich, ale to i tak sporo przy tym, co dzieje się w tym momencie w szpitalu. Pacjentów niestety wcale nie ubywa i każdy lekarz jest na wagę złota, a mimo tego Ela bez trudu zgodziła się na ich urlop. Chociaż w zasadzie nie dziwiło ją to, bo w końcu Bosak sama kilka razy nakłaniała ich do odpoczynku. Jak wszyscy zresztą. Chyba cały szpital wiedział, że Maks w zasadzie zaraz po powrocie z Somali rzucił się w wir pracy w Copernicusie i tak naprawdę nie miał zbyt wiele czasu

na złapanie oddechu. Ona zresztą wcale nie zrobiła lepiej. Od dawna nie miała wolnego czasu, a jedynie przerwy między jednym dyżurem a drugim. Za to teraz nadarzyła się okazja, albo nawet bardziej przymus, bo Maks nie chciał odpuścić, kiedy próbowała namówić go na wyjazd bliżej świąt. Uparł się, że ten urlop i wyjazd potrzebny jest im właśnie teraz. Użył nawet argumentu, że jeśli będzie bardzo chciała to on jest skłonny przed świętami również wyjechać nawet na dwa, trzy wolne dni, jakie uda im się wygospodarować. Nie miała innego wyjścia i musiała się zgodzić. Chociaż tak naprawdę z jednej strony cieszyła się na tych kilka dni tylko z Maksem. Miała nadzieję, że w końcu będą mieli okazję żeby porozmawiać o minionych tak niedawno miesiącach. Przecież do tej pory niewiele wie o tym, co wydarzyło się w Somalii. Maks nie chciał o tym mówić. Wspominał jedynie czasami o różnych przypadkach medycznych, z którymi się tam zetknął i w jaki sposób musieli sobie tam z nimi radzić. Ale cała otoczka poza medyczna była dla niej tajemnicą. A czekała na ten moment, kiedy Maks zechce się z nią podzielić tym wszystkim, co się tam wydarzyło.

Znowu wstała z łóżka o lekko miękkich nogach, co w ostatnim czasie zdarzało jej dość często. Poranne osłabienie niekiedy utrzymywało się cały dzień, a niekiedy ustępowało po jakimś czasie. Nie zmienia to jednak faktu, że się zdarzało i niepokoiło ojca, Maksa i Beatę, którzy jej gorsze samopoczucie rozpoznawali bez problemu. Na szczęście tego poranka w domu była tylko Beata i Pani Sabina, a one nie lubiły się powtarzać i nie były takie upierdliwe, jak ojciec, czy Maks, co też ją dodatkowo denerwowało. Tym razem jednak zeszła do kuchni z większym spokojem.

- Hej.

- O cześć. Już myślałam, że zapadłaś w jakiś zimowy sen.

- Tak niespodziewanie?

- Myślisz, że niedźwiedzie wiedzą, kiedy im się to przytrafi?

- Zawsze myślałam, że to one same decydują o tym, kiedy zrobić sobie legowisko.

- Dobra, zostaw te niedźwiedzie w spokoju. – odstąpiła od tematu widząc, że Alicja najwyraźniej może na dobre się w nim rozkręcić pod wpływem jeszcze lekkiego zaspania i ciągłego, nieustępującego nadal zmęczenia

- Sama zaczęłaś.

- Maks nie nocował u nas dzisiaj?

- Nie. A dlaczego pytasz?

- Pytam, bo interesuje mnie, dlaczego nie nocował. Siedział przecież do późna. Mogłaś mu już pozwolić zostać.

- Powinien spędzić trochę czasu z mamą przed jej wyjazdem.

- W nocy?

- W ogóle.

- Ma jeszcze kilka dni chyba, nie? Kiedy ona wyjeżdża?

- W sobotę.

- Pożegnasz się z nią?

- Beata nie wiem. Chyba by wypadało, nie?

- Teoretycznie.

- Ale nie chciałabym żeby pomyślała sobie, że właśnie czekam na jej wyjazd.

- Czekasz.

- Ale nie w tym sensie.

- Nie chcesz żeby myślała, że uważasz ją za kulę u nogi?

- Hehe, no tak mniej więcej. – zaśmiała się tego porównania młodszej siostry, z czego w zasadzie sama Beata również się zaśmiała

- Ale przyznaj, ulżyło Ci, kiedy Maks powiedział w zeszłym tygodniu, że Krystyna ma bilet do Szwajcarii.

- Trochę. Ze względu na moją relację z Maksem, ale ze względu na nią nie koniecznie. Zresztą Maks też jest zmieszany tą sytuacją.

- Dobrze no, jest mu żal matki, żal mu, że jest taka naiwna i chce wrócić do Gustawa, ale jest też na nią zły, za to, że pozwala mu tak się krzywdzić, co też doprowadziło do tego, że skrzywdził Ciebie. I nie tylko Ciebie. I szczerze mówiąc, ja też nie rozumiem jej postępowania.

- Nikt nie rozumie.

- Ma jednego syna i zamiast stanąć po jego stronie i robić wszystko, żeby był szczęśliwy ona wybiera alkoholika i zboczeńca, który pomiata nią, jak tylko się da.

- Nie przesadzaj. Jest zadbaną kobietą.

- Tak, bo przy sławnym chirurgu plastycznym Kellerze musi się dobrze prezentować. Jest jego ozdobą. Teraz już wiemy, do czego. Ma zamaskować jego wybryki. Przecież on jej w ogólnie nie szanuje. Pozwoliłabyś sobie na to żeby mąż Cię tak traktował?

- Beata tak naprawdę nie wiemy, jak jest między nimi.

- Wielkie Państwo.

- Beata.

-No, co? Nie jest tak? Przecież sam Maks mówi, że ojciec myśli, że wszystko mu wolno.

- Z tego, co wiem, to kiedyś wprost za nim przepadałaś.

- To było kiedyś. Wiesz, że ja niedawno sobie uświadomiłam, że mogłam być na Twoim miejscu.

- … – spojrzała na siostrę nie do końca rozumiejąc sens jej słów

- Co tak patrzysz? Przecież, jak byłam z Maksem, to…

- Dobrze rozumiem. – przerwała Beacie doskonale wiedząc jakie słowa mogą za chwile paść z jej ust

- Miał kilka okazji.

- Przestań. Na szczęście nic się takiego nie stało.

- Maks by go zabił.

- Zabił? – spytała retorycznie szybko zdając Beacie sprawę z tego, co powiedziała

- Oj no dobra, wiem jak było, ale na pewno miał wątpliwości.

- Co mi po nich jeśli w ogóle były?

- Masz rację. Ta rozmowa nie ma sensu. Nie brnijmy w to dalej. Na którą idziesz do szpitala?

- Na jedenastą mam zaplanowaną operację. Chcesz się ze mną zabrać?

- Mam dzisiaj wolne.

- Wolne? Coś innego widziałam wczoraj w grafiku.

- Zamieniłam się.

- Jakieś plany?

- Owszem. – odpowiedziała nieśmiało najwyraźniej chcąc uciąć rozmowę, jednak dla Alicji teraz była idealna okazja do tego aby porozmawiać z siostrą o jej tajemniczych wypadach i spotkaniach z przyjaciółmi, o których niespecjalnie chciała mówić, a które coraz częściej się zdarzają

- Beata…

- Nie. Nie chce o tym rozmawiać.

- To nie dobrze, bo ja nie zamierzam teraz odpuścić. Pomyśl o tacie. On się martwi, że coś przed nim ukrywasz.

- Gdybym nie musiała, to bym nie ukrywała.

- Też mam się zacząć denerwować?

- Ojejku, dobra niech Ci będzie. Powiem Ci… Pamiętasz tego pacjenta, który leżał u nas w szpitalu, z urazem głowy. Filip.

- Ciężko nie pamiętać, skoro moja siostra przesiadywała u niego niemal każdą godzinę swojego dyżuru i nie tylko.  To z nim się spotykasz?

- Pomagam mu.

- I to jest ta tajemnica?

- A, wiesz, co myśli o nim ojciec? Od samego początku nie podoba mu się to, że tak się zaangażowałam w pomoc Filipowie. Nie raz mi mówił, że mam sobie go w końcu odpuścić, bo nie wiadomo do końca, kim on jest i co z niego za typ.

- A wiesz już, co z niego za typ? Przecież on kilka dni temu wyszedł ze szpitala. A Ty uciekasz tak przed ojcem już dobry miesiąc.

- Bo szukam dla niego pomocy. On nic nie pamięta. Nie może sobie przypomnieć żadnych szczegółów sprzed wypadku. Nie wie gdzie mieszkał, nie wie, gdzie pracował.

- Gdzie on teraz jest?

- Dał się przekonać do ośrodka, ale długo tam nie wytrzyma. Ala on nie jest wariatem. Po prostu niczego nie pamięta.

- Wariatem nie jest, ale zabić się chciał. – stwierdziła dobrze pamiętając, z jakiego powodu Filip trafił do nich do szpitala – Powiedz tacie. To, że mu pomagasz to jeszcze nic złego. A tata nie będzie się o Ciebie martwił.

- Właśnie będzie się martwił jeszcze bardziej, bo jest niepewny, co do Filipa. A mnie naprawdę na nim zależy.

- A jemu na Tobie?

- Nie wymagam tego od niego. Chcę żeby odzyskał swoje życie. A, co będzie potem to się okaże. Proszę Cię nie mów ojcu.

- Beata…

- Jak mu powiesz, to ja mu powiem, co się wydarzyło ostatnio przy szpitalu. – ostrzegła wymuszając na Alicji obietnicę

Spojrzała na młodszą siostrę dobrze wiedząc, o czym mówi. Rzeczywiście też miała swoje tajemnice przed ojcem. Kilak dni temu tak samo prosiła Beatę o trzymanie faktu swojego zasłabnięcia w tajemnicy przed ojcem i Maksem, dlatego teraz nie miała wyjścia i musiała obiecać, że nikomu nic nie powie. Chociaż tak w zasadzie to Beata prosi tylko o to, aby nie mówić nic ojcu. Na przykład o Maksie nic nie wspomniała.

Z jednej strony cieszyła się, że te zniknięcia i tajemnice Beaty związane są właśnie z Filipem, bo to oznacza, że nie robi żadnych głupot, o które podejrzewa ją Leon, ale z drugiej strony, kiedy ojciec w końcu dowie się, jak jest naprawdę to rzeczywiście może nie być z tego zadowolony. Tak źle i tak niedobrze.

 

 

Hej,

Udało mi się napisać tę notkę, po bardzo długiej przerwie. Szczerze mówiąc myślałam, że już nie wrócę na tego bloga, ale kilka dni temu coś mnie ponownie na niego przyciągnęło. Jakaś taka dziwna chęć napisania kolejnej części, albo raczej chęć spróbowania napisania czegokolwiek. I tak oto powstała ta notka.  Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto ją przeczyta :)

Pozdrawiam!

Powrót

Hej, wiem, że bardzo zaniedbałam tego bloga, ale wyszło tak, a nie inaczej z wielu powodów. Za brak odzewu bardzo przepraszam i mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda mi się Wam to zrekompensować :) O ile chcecie i jeszcze tu ktoś w ogóle zagląda.

Dajcie znać, to wtedy i ja będę wiedziała, czy jest jeszcze dla kogo pisać :)

Pozdrawiam.

Cz. 17 – Rozumiem, że czujesz się tu bezpieczniej niż u mnie…

Kolacja i wieczór u Leona dobiegł końca i w końcu za pozwoleniem Leona mogli zniknąć za drzwiami pokoju Alicji uzyskując w ten sposób odrobinę prywatności. Wiedziała, że ze względu na to, że nie często maja z Maksem możliwość spędzenia razem większej ilości czasu to teraz oboje będą chcieli zaczerpnąć z tej okazji jak najwięcej dla siebie. Nie zważając na obecność Jasińskiego w domu udało im się odseparować od wszystkie, co niezbędne przynajmniej na jakiś czas, a skupić się tylko i wyłącznie na sobie nawzajem.

- Już dawno nie miałem tak nieustabilizowanego życia intymnego, jak teraz. – zażartował przytulając ją do siebie ciesząc się z tej chwili, kiedy są sami i to w dodatku tak blisko nie tylko siebie, ale i ze sobą jak tylko jest to chyba możliwe.

- Z tego, co pamiętam to od czasu wyjazdu Beaty byłeś sam, wiec teraz chyba nie masz, co narzekać. Bywało gorzej.

- Ale mogłoby być lepiej. Możesz nocować u mnie. Właśnie, dlaczego nawet, jeśli oboje mamy wolne nocki to nie zawsze spędzamy je razem, co? Nudzisz się mną, przyznaj.

- Hehe jesteś niepoważny.

- Tylko pytam.

- Chcesz wzbudzić we mnie poczucie winy. Nie uda Ci się to.

- Nie rozczula Cię biedny Maks Keller?

- A jesteś biedny?

- Biorąc pod uwagę to ile czasu spędzamy razem, a ile moglibyśmy spędzać, to mam prawo uważać, że to trochę mało. Nie musimy spędzać tego czasu u mnie. Jak widać pod dachem Twojego ojca też może być całkiem przyjemnie. – stwierdził z uśmiechem

- Całkiem? Hehe, jesteś okropny.

- Jestem okropny, bo chcę Cię mieć w końcu przy sobie.

- Przecież masz.

- Dobrze wiesz, o co mi chodzi.

- To się tu wprowadź. Ojciec na pewno nie będzie miał nic przeciwko.

- Ale ja mam mieszkanie.

- Ale nie mieszkasz sam.

- Na to samo wychodzi.

- Odkąd przeniosłam się do Torunia, to ciągle jestem na walizkach. Chcę w końcu na dłużej zatrzymać się w jednym miejscu.

- I wolisz u Leona, niż u mnie?

- Na dobre nam to wyjdzie. Zresztą już to przerabialiśmy. Nie odpowiada Ci tak jak jest teraz?

- Nie to chodzi. Doceniam bardzo to, że mi zaufałaś i, to w każdej dziedzinie i że dzięki temu z niektórymi rzeczami nie musieliśmy zwlekać, ale właśnie też dla tych niektórych rzeczy fajnie byłoby mieć siebie nawzajem dwadzieścia cztery godziny na dobę.

- Wiedziałam, że chodzi Ci tylko o sex. – z rozbawieniem klepnęła go w ramię patrząc na jego również roześmianą twarz

- Hehe, no to dość istotne.

- Maks.

- No, ale sama pomyśl. Nie musielibyśmy się umawiać.

- Ale ja nie zamierzam się z Tobą umawiać.

- Ale przecież przeszkadza Ci to, że Leon kręci się gdzieś tam za ścianą.

- No niestety nie stać mnie na własne mieszkanie.

- U mnie nie musielibyśmy się krępować.

- Maks…

- Wiem. Nie musisz mi tego mówić kolejny raz, ale matka wkrótce się wyprowadzi.

- Maks dajmy sobie czas. Zrozum, że ja chcę trochę spokoju w naszym życiu. Tutaj to mamy.

- Rozumiem, że czujesz się tu bezpieczniej niż u mnie…

- Właśnie. W jakimś sensie tak jest. Maks kiedyś przyjdzie taki moment, że zamieszkamy znowu razem. Może rzeczywiście ten wyjazd dobrze nam zrobi.

- Co do tego nie mam wątpliwości. I mam nadzieję, że kiedy wrócimy moich rodziców już tu nie będzie.

- … – nie odpowiedziała nic, jedynie westchnęła przytulając głowę do jego ramienia

- Co?

- Nic, po prostu to trochę przykre, że mówisz w taki sposób o swoich rodzicach.

- Nie byłoby powodu to bym nie mówił.

- Jeszcze niedawno było zupełnie inaczej.

- Bo mnie okłamywali.

- Dla Twojego dobra.

- Dlaczego ich usprawiedliwiasz?

- Bo są Twoimi rodzicami i wiem, że prędzej, czy później zacznie Ci ich brakować. Tym bardziej, że jesteś z nimi zżyty.

- Ale teraz mam Ciebie.

- Maks to co innego. Inna relacja. Ja kiedyś też udawałam, że świetnie sobie radzę z mamą bez ojca. Ale kiedy zabrakło również mojej mamy, to dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, jak wielki błąd popełniłam nie pytając jej o ojca. Znacznie łatwiej byłoby mi przejść przez jej chorobę i to, co działo się później. Nie chcę żebyś coś przeoczył i później tego żałował.

- Chcę żyć z Tobą a nie z nimi. A w obecnej sytuacji tego się nie da pogodzić.

- Maks, ja Twojego ojca… boję się go i to mi raczej nie minie. Nie minie mi też niechęć w stosunku do niego, ale Ty to, co innego. Przez całe życie chciał dla Ciebie jak najlepiej.

- I z dobrego serca wszedł mojej narzeczonej do łóżka. Myślisz, że to też było z myślą o mnie?

- Nie bądź ironiczny. Nie wiem, jak to funkcjonuje, może rzeczywiście to przez chorobę, ale to jest tłumaczenie, które Ty powinieneś wziąć teraz pod uwagę. Ja nie dam rady, ale Ty masz prawo w to uwierzyć. Ja nie mogę mieć do Ciebie o to żalu.

- Nie ma żadnego wytłumaczenia tego, co zrobił.

- Twoja mam najwyraźniej właśnie przyjęła to do siebie. Uznała, że Twój ojciec jest chory i teraz łatwiej jest jej przejść na tym do porządku dziennego.

- To jest jej problem. Jest w to wszystko zamieszana od środka. Ten problem jest od lat. Ona sama powinna teraz przejść jakąś terapię. Może to by ją przekonało do tego, żeby go zostawić… Powinienem wcześniej na to wpaść.

- Na dobrą sprawę wszyscy powinniśmy przejść jakąś terapię. – stwierdziła po raz pierwszy od tego nieprzyjemnego zdarzenia z Kellerem odważyła się dopuścić do głosu właśnie tę myśl. Nie miała wątpliwości, co do tego, że Maks słyszał jej słowa, ale nie skomentował ich w żaden sposób, co nawet było jej teraz na rękę.

Z niezbyt dokończoną rozmową zasnęli oboje w poczuciu, że wcale nie będzie łatwo im wrócić do normalności. Spała przytulona do Maksa, ale nie długo. Kiedy się przebudziła był środek nocy. Założyła na siebie piżamę i po ucałowaniu Maksa zeszła na parter chcąc się czegoś napić. Zdziwiło ją tlące się światło w salonie. Szybko jednak przypomniała sobie telefoniczną rozmowę z siostrą. Uśmiechnęła się do siebie domyślając się, że najwyraźniej Beata nie myliła się, co do ojca. W końcu, dlaczego miałaby się mylić. Zna go przecież na wylot. Nie to, co ona. Oni tak naprawdę z Leonem dopiero się poznają i często jeszcze zaskakują, co jednak nie przeszkadza im w nawiązywaniu coraz silniejszej więzi. Teraz już ciężko byłoby jej przyzwyczaić się do życia bez Leona. I rzeczywiście coraz częściej żałowała, że nie poznali się wcześniej. Mogła przecież naciskać na matkę i dociekać prawdy o swoim ojcu. Na szczęście Leon okazał się być niebywale ciepłą osobą i bez trudu udało mu się obudzić w sobie odpowiednie uczucia. Teraz już nie miała wątpliwości, co do tego, że na Leona zawsze może liczyć. A to, że bywał nadopiekuńczy to dla niej było atutem. W końcu niedane jej było wcześniej tego zaznać.

Nalała sobie wody i ze szklanką w ręku weszła do ojca. Siedział na kanapie z jakąś książką w ręku i najwyraźniej czekał na powrót swojej młodszej córki do domu.

- Mogę?

- Pewnie, że możesz. Chcesz się poprzytulać przed snem? – spytał z uśmiechem obejmując ją ramieniem, kiedy usiadła obok niego

- Maks zajmuje strasznie dużo miejsca w łóżku.

- Mam go wyprosić, żebyś się wyspała?

- Przeciwnie. Chciałam Cię zapytać, czy miałbyś coś przeciwko, gdyby nocował tu częściej.

- Nie musisz mnie pytać. Może się tu nawet wprowadzić, jeśli tylko tego chcesz.

- Dziękuję… czekasz za Beatą?

 - Nie.

- Hehe nie. Nie umiesz kłamać.

- Ja nigdy nie kłamię.

- Mhm, oczywiście. Nie musisz się o nią martwić.

- Nie muszę? Jesteś tego pewna? – spojrzał na nią uważnie, dobrze zdając sobie sprawę z tego, dlaczego to mówi, dlatego też nie zamierzał uwierzyć Alicji w żadne słowa, którymi będzie zapewne próbowała przekonać go do większego dystansu, co do postępowania młodszej córki

- Ona szuka swojego miejsca na ziemi. Pozwól jej na to.

- No i dobrze, niech szuka, ale z rozwagą. Po ostatnich występkach mogłaby się już czegoś nauczyć.

- I na pewno się nauczyła. Ja kiedyś też szukałam i popełniłam nie jedną głupotę.

- Na pewno nie takie jak Twoja siostra.

- Tego nie wiesz… przepraszam nie to chciałam powiedzieć. – przeprosiła szybko zdając sobie sprawę z tego, jak jej słowa mogły dla niego zabrzmieć – Nie martw się o Beatę. Jeśli coś będzie nie tak, to przecież wiesz, że sama do Ciebie przyjdzie. Prędzej, czy później i tak o wszystkim Ci powie. Tylko najpierw musi się sama tym nacieszyć. Cokolwiek to jest.

- I właśnie o to mi chodzi. Jak mam się nie martwić o swoje dziecko, kiedy nie wiem, gdzie jest, co robi i z kim. Powinna się cieszyć i docenić to, że nie wiszę jej na telefonie przez całą tę noc.

- Hehe, tato nie bądź despotą.

- Martwię się o was obie tak samo. Tylko na inny sposób.

- Wiem, ale ja jakoś sobie poradzę. I muszę to zrobić sama. A Beata… u niej chyba właśnie zaczyna się układać.

- Niech się układa, ale dlaczego tak szałaputnie.

- Hehe, bo taki ma charakter?

- Po matce. Zawsze wszystko musi być tak, jak ona chce i zawsze wszędzie jej pełno.

- To się nazywa pozytywne nastawienie do życia.  

- Ostatni raz kiedy jako tako miała to życie poukładane to było jeszcze za czasów Maksa.

- Nie przeszkadza Ci to? – spytała z delikatnym uśmiechem

- Maks?

- Mhm. To, że był z Beatą, teraz jest ze mną.

- To są sprawy miedzy wami. Jeśli między waszą trójką nie ma z tego powodu konfliktów, to dlaczego mnie miałoby to przeszkadzać?

- Nigdy Ci nie przeszkadzało?

- Nie. Widziałem, jak za Tobą biega.

- Ale to było, przed powrotem Beaty i nie wiedziałeś, że jestem Twoją córką.

- Traktuje Maksa jak syna. Zawsze zależało mi na tym, żeby był szczęśliwy, a widziałem, że stracił dla Ciebie głowę. A Beata popełniła ogromny błąd i wcale się nie dziwię, że Maks nie dał się zaciągnąć w jej sidła po raz kolejny. Myślę, że nie myśleli z Beatą o życiu poważnie. Dobrze się ze sobą bawili, kochali się, ale raczej ciężko byłoby Masowi stworzyć z Beatą poważny związek oparty na rodzinie. Za dużo podobieństw charakterów.

- Myślisz, że ze mną mu się uda?

- Chcesz tego?

- … nie wiem, czy już teraz, ale kiedyś, jeśli będzie nam dane, to tak. Ale tyle się wydarzyło miedzy nami, że teraz boję się wybiegać tak daleko w przyszłość. Wszystko potoczyło się tak szybko. Jadąc tu do Torunia nie myślałam, że aż tyle wydarzy się w moim życiu.

- Za dużo.

- Być może, ale z dwóch powodów na pewno dobrze, że tak się stało. W zasadzie powinnam być wdzięczna Krzysztofowi, że między nami potoczyło się tak, jak się potoczyło. Inaczej nie przyjechałabym do Torunia. A tak nie miałam wyjścia. Musiałam znaleźć sobie inne miejsce. Na szczęście zdążył mnie tu przywieźć wcześniej.

- Krzysiu narozrabiał, a to Ty zmieniłaś przez niego prawie całe swoje życie.

- Z perspektywy czasu nie żałuję.

- Straconej miłości zawsze się żałuję.

- Nie wiem, czy to była taka wielka miłość, skoro tak szybko udało mi się po niej pozbierać. Co jednak nie zmienia faktu, że nadal jest mi bliski. Dużo dla mnie zrobił. Przedłużył mamie życie. To przede wszystkim. To też Ci nie przeszkadza?

- To, że byliście razem?

- Mhm.

- … staram się o tym nie myśleć.

- Ale coś sobie myślisz. Byłam naiwna?

- Nie dlaczego? Sama dobrze wiesz, co Cię do niego zbliżyło. Miłość nie wybiera. Był blisko Ciebie przez ten trudny czas w Twoim życiu to nic dziwnego, że stał się kimś ważnym.

- Byli kiedyś z Elą razem, prawda?

- Ciężko mi stwierdzić, co to tak naprawdę było. Byli bardzo skomplikowani.

- Za to teraz dogadują się coraz lepiej.

- To aż tak widać?

- Znam Krzysztofa i wiem, jak się zachowuje, kiedy mu na czymś, lub na kimś zależy.

- To nawet dobrze, że to widzisz. Przynajmniej nic głupiego nie przyjdzie wam z Beatą do głowy.

- Wiem, że się tylko z Elą przyjaźnicie. I ok., fajnie.

- No. Cieszę się, że to rozumiesz.

- Tyle jeszcze do mnie dociera. Czytasz o kolejnych cudach medycyny? – spytała spoglądając na okładkę trzymanej w dłoni przez Leona książki

- Cuda się zdarzają.

- W medycynie też?

- Zawsze zadawałaś tyle dociekliwych pytań? – zażartował wymuszając w ten sposób na córce uśmiech

- Nie wiem. Mama chyba nie narzekała. Podobno, kto pyta nie błądzi. Przyznaj się lepiej, że nie znasz odpowiedzi na wszystkie pytania.

- Oczywiście, że nie znam. Dlatego Beata jest, taka, jaka jest. Wiedziała, że na wszystko jej nie odpowiem, dlatego nie pytała, a teraz błądzi.

- Oj czepiasz się jej.

- Raczej tego, co robi.

- Zawsze jej tak pilnowałeś?

- A, co? Skarżyła Ci się. – domyślił się doskonale przecież znając swoją młodszą córkę. Zamierzał nawet zagłębić się w ten temat, ale odgłosy dobiegające z przedpokoju skutecznie go przed tym powstrzymały. Spojrzał tylko na Alicję, na co ona się jedynie uśmiechnęła czekając na to, aż w drzwiach salonu pojawi się Beata

- O hej. A wy jeszcze nie śpicie?

- Hej. Skąd moje drogie dziecko wraca?

- Oj tato. Mówiłam Ci tyle razy żebyś się tak nie martwił. Ja nie rozumiem, po co Ty zawalasz te noce przeze mnie. A teraz jeszcze wciągasz w to Alę. Dałbyś już spokój. Jestem dużą dziewczynką jak widać i świetnie dam sobie radę.

- Ciekawe, czy będziesz tak samo mówiła, kiedy będziesz miała swoje niesforne dzieci.

- Nie będę miała dzieci, jeśli podczas każdej randki będę miała świadomość, że siedzisz w domu i na mnie czekasz zastanawiając się nad tym, co robię i z kim.

- Beata, hehe. – zaśmiała się chcąc powstrzymać siostrę przed nadmiernymi słowami. W końcu słuchaj jej ojciec, a chyba lepiej żeby nie wiedział zbyt wiele

- A, Ty, co się śmiejesz? Miałaś mi pomóc. Tak można na was wszystkich polegać.

- Przecież jeszcze nie zapytałem gdzie byłaś. A już tym bardziej, z kim.

- Ale zapytasz, wiec Cię ubiegnę. Byłam najpierw z dziewczynami, potem dołączyli tacy fajni faceci… – wyznała nie kryjąc przy tym swojego zadowolenia – postawili po drinku, a potem…

- Po drugim i trzecim i potem kolejnym. – dokończyła za siostrę nie chcąc, aby pod wpływem wypitego alkoholu powiedziała przy ojcu coś, czego potem będzie żałowała albo, czego nie będzie pamiętała

- No właśnie. A gdzie jest Maks?

- Śpi.

- Śpi? Sam?

- No chyba sam.

- Hehe, Ala no co Ty, taki facet.

- Hehe, chodź na górę.

- Do Maksa.

- Ja do Maksa, a Ty do siebie.

- Hmmm, no dobra. Lepiej, że z Tobą niż jakby miał nam całkiem uciec.

- Beata…

- Oj tato, taka jest prawda. I też idź spać. Jestem już w domu, cała i zdrowa. Kładę się do łóżka i idę spać.

- Widzisz, jaka grzeczna. Też pójdę. Dobranoc. – pożegnała się z uśmiechem całując Leona w policzek

- Dobranoc.

Odprowadził obie córki wzrokiem nie mogąc się nadziwić jak dwa różne charaktery mają. Chociaż w sumie nie ma się, co dziwić, bo przecież miały zupełnie inne matki. Na szczęście dopatrywał się w nich również swoich cech. Przede wszystkim upór. Obie są tak samo uparte i tak samo walczą o swoje tyle, że czasami w różny sposób do tego dochodzą. Najważniejsze jednak dla niego jest teraz to, że ma je obie przy sobie i wygląda na to, że obie czasami potrafią się jeszcze dopomnieć o jego wsparcie, bo tak właśnie odebrał zachowanie Alicji zanim dołączył do nich Maks. Tamta rozmowa dała mu sporo do myślenia.

 


Hej,

Znowu spora przerwa między kolejnymi częściami, ale za to teraz tekst jest nieco dłuższy. Może to zrekompensuje tę dłuższą przerwę :)

Zapraszam do czytania i życzę udanego tygodnia.

Pozdrawiam!

Cz. 16 – Mój ojciec żyje pod pantoflem swojej młodszej córki.

Temat Kellerów w trakcie kolacji u Leona został skutecznie zamknięty, a przynajmniej nikt o nich więcej nie wspominał. Jednak zarówno Leon, jak i sam Maks doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że Alicja nie wyzbyła się myśli o nich przez cały wieczór. Co prawda rozmawiała z nimi na całkiem inne tematy, ale w głębi duszy myślami wracała do rodziców Maksa zastanawiając się nad całą tą sytuacją po cichu.

Zaraz po kolacji przenieśli się do salonu rozsiadając się wygodnie na kanapach by tam kontynuować swoją rozmowę. W zasadzie to Leon z Maksem przez cały czas rozmawiali, a ona tylko słuchała ich w miarę uważnie od czasu do czasu dodając coś od siebie.

- A myśleliście już gdzie chcielibyście pojechać? – zapytał, gdy Alicja zostawiła ich na chwilę samych w pokoju

- Nie myślałem jeszcze konkretnie. Zależy od tego na ile dni wolnego możemy liczyć. Zresztą nie wiem, czy Alicja w ogóle chce gdziekolwiek jechać.

- Na pewno tego potrzebuje. Maks przepraszam Cię za to, co powiem, ale dobrze, że Twoi rodzice wyjadą.

- Ja to wiem. Nie musisz mnie za to przepraszać. Sam uważam, że tak będzie lepiej dla. Alicja nie poradziłaby sobie z tą sytuacją wiedząc, że oni tu są. Może łatwiej by było gdyby on się ponownie nie pojawił w Toruniu, ale ta sprawa z Somalią… gdyby nie to, to prawdopodobnie nie przylecieliby z matką do Polski. Myślę, że to wzbudziło w Alicji te wszystkie obawy. Ojciec niby przeprosił, niby zrozumiał, ale prawda jest zupełnie inna. Tylko, że nawet, jeśli oni wyjadą, to Alicja będzie o tym myślała. Zresztą sam widzisz.

- Będzie myślała, ale złapie dystans do tego, co się stało. Sam odpoczynek już dobrze jej zrobi. Załatw ten wyjazd i to jak najszybciej.

Słowa Leona jeszcze bardzie utwierdziły go w przekonaniu, że ten wyjazd Alicji jest jeszcze bardziej potrzebny niż jemu, dlatego choćby nie wiadomo jak bardzo się upierała przy tym, aby zostać w Toruniu to musi ja stąd zabrać nawet siłą. Postanowił postawić na swoim i zbytnio nie przejmować się jej protestami. Jeśli tylko uda im mu się uprosić Elżbietę o równoczesny urlop dla siebie i dla Szymańskiej to natychmiast zabierze się za załatwienie tego wyjazdu.

Ponownie zagłębił się w rozmowę z Leonem słysząc dobiegający z kuchni głos Alicji. Nie wiedział jednak, z kim tak długo rozmawia, ale domyślał się, że o tej porze to może być tylko Beata, albo Sylwia. Tylko one były skłonne do wydzwaniania do siebie w ponure wieczory. I wcale się nie pomylił. Alicja, już od kilku minut wysłuchiwała jakiegoś dziwnie, radosnego biadolenia Beaty, sama nie bardzo majac, kiedy się odezwać.

- Beata, Beata, poczekaj. Uspokój się, bo nic nie rozumiem z tego, co do mnie mówisz. – przerwała w końcu siostrze chcąc dowiedzieć się konkretnie, o co Jasińskiej chodzi

- Nie jestem pijana.

- Wiem, że nie, ale Twoje podekscytowanie działa podobnie.

- Oj, po prostu pozbądź się ojca z domu.

- Co, hehe?

- No wyślij go gdzieś. Na dyżur, czy co. O najlepiej do Elżbiety.

- Żartujesz sobie?

- Nie. Mówię całkiem poważnie. U Elżbiety posiedzi długo, a o to mi chodzi.

- Ale dlaczego?

- Bo wrócę późno. A jak ojciec wyjdzie z domu i wróci późno to już nie będzie miał głowy do tego, żeby interesować się tym, czy jestem już w domu, czy nie. A tak jak będzie z wami siedział, to będzie czekał na mnie i jutro nie da mi żyć.

- I tak Ci nie da. Nie wie, co się z Tobą dzieje. Domyśla się, że się z kimś spotykasz.

- Ala proszę. Wygoń go z domu. Tobie też powinno to być teraz na rękę. Zostałabyś sama z Maksem.

- Beata nie przesadzaj.

- Proszę Cię. Zrób to dla mnie.

- Nie jesteś już dzieckiem.

- Wytłumacz to ojcu. Nie chcę słuchać przez kilka kolejnych dni kazań ojca.

- Nie będzie żadnych kazań.

- Ale będzie wypytywał i dokuczał.

- Jego mała córeczka ma przed nim tajemnicę. To normalne, że się o Ciebie martwi skoro nic mu nie mówisz.

- Nie no przekabacił Cię na swoją stronę. Zadzwonię sobie zaraz do Maksa. On będzie wiedział, co zrobić.

- Tak?

- Tak, w końcu… zresztą nieważne.

- Nie wręcz przeciwnie. Dokończ, chętnie się dowiem, jakich sposobów używaliście żeby pozbyć się biednego taty z domu.

- Było minęło. To, co zrobisz to dla mnie?

- Chyba zwariowałaś.

- Jejku, ale Ty jesteś. To, chociaż niech wypije coś z Maksem.

- Tata nie może pić i dobrze o tym wiesz.

- Cholera, no. Życie jest niesprawiedliwe.

- Coś za coś. Ale jak chcesz to mogę mu powiedzieć, że do mnie dzwoniłaś i że nic Ci nie jest. Może to go uspokoi.

- I tak będzie czuwał.

- A Ty w ogóle zamierzasz wrócić do domu?

- No jasne. Tylko trochę później. Zagadajcie ojca tak żeby o mnie nie myślał. Pa.

- Pa. – westchnęła rozłączając połączenie z Beata nie wyczuwając obecności Maksa w kuchni

- Z czym Ci tak ciężko? Sylwia pokłóciła się znowu z Ordą?

- Gorzej.

- Beata? Randka się przedłuży i trzeba unieszkodliwić Leona.

- Widzę, że dobrze to znasz. – stwierdziła widząc jego uśmiech

- Córeczka tatusia.

- Mój ojciec żyje pod pantoflem swojej młodszej córki. To chore.

- Zabawne. Nam też byłoby to na rękę.

- W tym temacie musieliście się z Beatą bardzo dobrze dogadywać.

- Nie narzekaliśmy.

- Maks! Hehe.

- No, co jestem z Tobą szczery. Chyba chcesz tego, prawda.

- Bez szczegółów. Zostawiłeś go samego?

- Rozmawia z Florczykiem przez telefon. Nie wiesz, z kim ona się spotyka?

- Nie mam pojęcia. Ale się dowiem.

- No nie wątpię.

- Maks…

- Nie. Ten temat skończyliśmy. – przerwał jej stanowczo dobrze wiedząc, do czego zamierza sprowadzić ich rozmowę

- Ale…

- Kochanie nie. Nie będziemy więcej rozmawiali o mojej matce. Przynajmniej nie dzisiaj. Chodź.

- Gdzie.

- Do Leona, a myślałaś, że gdzie?

- Nie wiem. Po Tobie można się wszystkiego spodziewać.

- Wariatka… jeszcze nie teraz. Jest za wcześnie. Poczekamy aż tatuś zaśnie. – zażartował wywołując na ustach Alicji niemały uśmiech. Po tym względem on i Beata naprawdę niewiele się od siebie różnią. Na szczęście ich skończony już związek nie stwarzał teraz dla niej problemu i co równie ważne dla nich najwyraźniej też nie.

 

 

Hej,

Coś słabo Was tu widać. Chowacie się przede mną, czy co?

Pozdrawiam!

Cz. 15 – Zdaję się, że mama już podjęła decyzję.

Zostawił matkę samą i udał się jeszcze do swojego pokoju będąc niemal pewnym, że ona już decyzję i tak podjęła, dlatego nawet nie zdziwił się, że kiedy wszedł z powrotem do salonu, a potem do kuchni jej już w mieszkaniu nie było. Miał tylko nadzieję, że to jej przywiązanie do Gustawa jest związane z czymś jeszcze niż tylko ze strachem i obawą przed życiem bez niego. Nie zamierzał wymuszać na niej decyzji o rozwodzie i rozpoczęciu życia bez niego, ale z drugiej strony znając całą prawdę o ojcu wolałby żeby matka jednak odeszła od niego i została w Toruniu. Był gotowy na to, że przez jakiś czas przynajmniej będzie z nim mieszkała i był też pewny, że Alicja również by to zrozumiała. Był gotowy na to, aby pomóc matce w znalezieniu sobie zajęcia, jeśli nie w Toruniu, to gdziekolwiek indziej byleby tylko odeszła od Kellera. Ona jednak chyba nie miała na to ochoty. Nie czuł się dobrze ze świadomością, że jego matka w dalszym ciągu będzie narażona na upokorzenia i być może nie tylko na to, ale to tak naprawdę był jej wybór. Przez tyle lat się na to zgadzała i wyglądało na to, że będzie się godziła dalej. Wyglądało na to, że w kwestii decyzji matki jest zupełnie bezradny.

W domu Leona było znacznie weselej i co najważniejsze obywało się bez kłótni i zbędnych hałasów. Od razu, gdy wrócili z zaplanowanych przez Leona zakupów, Alicja po szybkim prysznicu zeszła do ojca, do kuchni oferując mu wcześniej swoją pomoc przy gotowaniu. Nie byłą w tym znawczynią, ale przy Sylwii zdążyła się czegoś nauczyć. Zresztą Krzysztof też umiał pochwalić się sprawnym gotowaniem, wiec w trakcie bycia z nim udało jej się, co nieco podpatrzeć.

- Pani Sabinka kazała Ci zrobić zakupy, ale o gotowaniu już nie wspomniała? – spytała z uśmiechem wyjmując z szuflady nóż i deskę do krojenia

- Jak tak dalej pójdzie to Sabinka w ogóle przestanie nam gotować.

- Co chcesz przez to powiedzieć?

- Że coraz lepiej radzicie sobie z Beatą w kuchni.

- No wiesz tato! W końcu się wydało, dlaczego chcesz żebyśmy z Tobą mieszkały.

- A myślałaś, że, o co chodzi? Przecież nie o to, żeby, co noc natykać się przy łazience na waszych absztyfikantów.

- Rzeczywiście, co rusz to inny.

- Beata znowu wplątała się w jakiś chory związek. – oznajmił całkiem już poważnie nie ukrywając przy tym swojego zmartwienia

- Skąd wiesz?

- Bo szybko się denerwuje, jak o coś pytam.

- Bo może za dużo chciałbyś wiedzieć.

- Miała nauczkę. Dużo nie brakowało, a przeniosłaby się do tego Krakowa i co? Zostałaby sama.

- Na szczęście przewidziałeś, że coś będzie nie tak.

- I teraz też przewiduję. Po, co to szukać kogoś na siłę. Jak ma być to sam się znajdzie.

- Nie chce być sama i ja ją rozumiem.

- Nie wiem, czy dorosła do dojrzałego związku.

- Z tego, co wiem, to była już w poważnym związku. Te dwa lata z Maksem to chyba nie były dla zabawy.

- Nie wiem, czy Beata kogokolwiek traktuje poważnie.

- Tato…

- Gdyby traktowała Maksa poważnie to zachowałaby się zupełnie inaczej po wyjeździe do Londynu. I po powrocie zresztą również.

- Tato ona jest młoda. Daj jej się wyszaleć. A jeśli w końcu trafi na tego odpowiedniego to na pewno będzie wiedziała, co robić.

- Wolałbym żeby się nie sparzyła.

- Najwyżej przyjdzie do Ciebie się wypłakać.

- W to nie wątpię.

- No właśnie. Widzisz w efekcie i tak wychodzi na to, że bez Ciebie się nie obejdzie. W końcu i tak ląduje u Ciebie. Zresztą jak widać nie tylko ona.

- Gdybyście mi przeszkadzały to bym wam powiedział.

- Mhm na pewno… tato… – zaczęła niepewnie nie będąc przekonaną, czy powinna poruszać temat, który miała w głownie niemal od samego początku, gdy tylko dowiedzieli się, że są rodziną

- No mów, mów słucham Cię.

- Ale chciałabym żebyś odpowiedział mi szczerze.

- A dlaczego miałbym Cię oszukiwać?

- Bo zdaję sobie sprawę z tego, że moje pytanie może być dla Ciebie niewygodne.

- Ty akurat masz prawo do zadawania takich pytań.

- … mama nigdy mi nie opowiadała, nie chciała mówić, bo się na to zgodziłam, ale teraz… – przerwała czując się trochę niezręcznie. Do tej pory nie miała okazji do rozmów na temat przeszłości swojej matki. Teraz, kiedy ma Leona, ma też okazje do poznania kilku szczegółów, o których matka nie chciała jej mówić – … w sumie nie ważne. Przepraszam. Lepiej jak to zostawię.

- Nie rozmawialiśmy jeszcze o wielu rzeczach.

- I może tak jest lepiej.

- A może właśnie czas najwyższy. Ja kochanie nie chcę na Ciebie naciskać, ale myślę, że masz dużo pytań, na które masz prawo znać odpowiedzi. Ja zresztą też chciałbym wiedzieć kilka rzeczy.

- Nigdy nie chciałam wiedzieć, dlaczego mama zdecydowała się mnie urodzić i radzić sobie z tym wszystkim sama. Chociaż może chciałam, ale wiedziałam, że ona nie chce o tym mówić, dlatego nie nalegałam, ale teraz trochę żałuję. Powiedz mi, czy to, co było między mamą, a Tobą, to… to było coś ważnego, czy tak po prostu było.

- Ala mieliśmy po dwadzieścia lat. Nie myślałem o założeniu rodziny, ale na Twojej mamie mi zależało. Mieliśmy mnóstwo okazji do tego, żeby się rozstać, a skoro tego nie zrobiliśmy to musiało to być dosyć głębokie. Gdybym wiedział, że jest w ciąży na pewno nie dałbym jej odejść. Owszem sprzeczaliśmy się, ale nic nie wskazywało na to, że się rozstaniemy.

- Coś musiało się wydarzyć, że podjęła taką, a nie inna decyzje.

- Wiedziała, że zależy mi na studiach.

-Myślisz, że to, dlatego? – spytała odsuwając się od Leona czując nagłe osłabienie, które pojawiło siew jej organizmie. Nie chcąc tego po sobie poznać usidła przy stole chcąc kontynuować rozmowę

- … – pokiwał jedynie przecząco głową nie będąc pewnym. Na to pytanie akurat odpowiedzi nie znał, a widział, że bardzo męczy i zarazem ciekawi ją ten temat. Zdawał sobie sprawę z tego, że to wszystko, o czym nie rozmawiała nigdy z matką teraz być może chciałabym porozmawiać z nim, ale to wcale nie było łatwe – Wychodzi na to, że Twoja mama była w pierwszy miesiącu ciąży, kiedy zerwała ze mną kontakt. Nie wiem, czy już wtedy wiedziała, że jest w ciąży. Może myślała, że nie będę w stanie się wami zając.

- Albo wręcz przeciwnie. Czasami byłam na nią zła, za to, że nie potrafiła być egoistką.

- Możliwe też, że to ja nie dałem jej wystarczających powodów do tego, żeby mi w pełni zaufała. Nie dowiemy się już, czym tak naprawdę się wtedy kierowała.

- … krótko przed śmiercią, miałam wrażenie, że chciała mi powiedzieć. Dopiero teraz to do mnie dociera. Jak czasami o tym myślę to zdaję sobie sprawę z tego jak wiele razy próbo wała, zaczynała temat, ale w końcu i tak go urywała. Wtedy tego nie zauważałam… Powinnam była jej lepiej słuchać.

- Ej, córciu, co Ty mówisz. To nie Twoja wina. – próbował ją zapewnić siadając na krześle tuż przy niej wyczuwając w jej głosie odrobinę żalu do samej siebie, a kiedy spojrzał na nią nie trudno mu było dostrzec gromadzące się w oczach łzy. Nie czekając dłużej chwycił ją za dłonie i tak najzwyczajniej w świecie przytulił do siebie. Pozwoliła sobie na tę chwilę słabości, ale nie trwało to długo. Po chwili odsunęła się od ojca wycierając mokre od łez oczy przez cały czas czując na sobie wzrok ojca – Ale Ty jesteś uparta. – tym stwierdzeniem wywołał na jej ustach uśmiech, o co mu zresztą chodziło. Znał ją już trochę i wiedział, że nie lubi ukazywać swoich słabości i że robi to bardzo rzadko, a jeśli już to robi to wtedy, kiedy sama nie daje już sobie z czymś rady i nie miał wątpliwości, że teraz właśnie tak jest. Tyle się ostatnio działo w jej życiu, że musiałaby mieć w sobie nie wiadomo ile siły, aby to wszystko spłynęło po niej jak po przysłowiowej kaczce.

- Ela uważa, że po Tobie.

- Być może. – uśmiechnął się również wracając do przerwanej na chwilę czynności przy blacie kuchennym

- To możliwe, żeby Krzysztof o niczym nie wiedział?

- Możliwe. Ja przecież też nie skojarzyłem od razu nazwiska. W ogóle nie przyszło mi do głowy, że możesz być córka Marty.

- Ale on przecież ją leczył. To niemożliwe, żeby jej nie poznał. Znaliście się wszyscy. Elżbieta od razu skojarzyła.

- Gdyby wiedział, to podejrzewam, że powiedziałby Ci. Byliście przecież razem.

- Może go prosiła. Możliwe, że oszukiwał mnie przez tak długi czas.

- Nie wydaje mi się. Powiedziałby mi wcześniej.

- Opowiadałam mu, on zna prawie każdy szczegół z mojego życia. Mama, co prawda była w ciężkim stanie, ale zdarzały się dni, że można było z nią porozmawiać. Miał okazję. A nawet, jeśli nie, to przecież widział ją. Musiał mieć jakieś podejrzenia. Musiał ją poznać. Wiadomo, że przez te wszystkie lata się zmieniła, ale nie do tego stopnia, żeby jej nie poznał.

- Ala nie nakręcaj się.

- Przepraszam. Po prostu… zaczynam się w tym wszystkim gubić.

- Teraz to już wiele nie zmieni.

- Masz rację. Powinnam być mu wdzięczna za to, co zrobił dla mnie i dla mamy. W sumie gdybyśmy się nie rozstali to my pewnie do tej pory byśmy o sobie nie wiedzieli.

- To chyba muszę mu podziękować, że coś spaprał. Sparzyłaś się na nim.

- Nie bardziej niż na Maksie.

- Po prostu was to przerosło. Lepiej o tym nie myśl.

- Długo znasz się z jego rodzicami?

- Dość długo i wydawało mi się, że dobrze. Maks wrócił do Polski na studia. Od razu wiedziałem, że będzie świetnym chirurgiem. Później zaczęli spotykać się z Beatą i w końcu poznałem się z jego rodzicami.

- Wiesz, że…

- Córciu daj spokój. Nie zadręczaj się tym. Maks jest zupełnie inny.

- Wiem. Wiem, ale… tato ja sama nie wiem, co mam z tym wszystkim robić.

- Ej, ej spokojnie. Ciiii – znowu musiał ja uspokoić, bo przestała panować nad gromadzącymi się emocjami. Pochylił się nad nią obejmując czując jak się pod wpływem nieprzyjemnych wspomnień zaczyna drżeć. – Najważniejsze żebyś teraz ufała Maksowi.

- Nie wiem, czy uda nam się to wszystko poskładać. Mnie to przerasta, a nie wiem jeszcze, co działo się w Somalii. Myślałam, że dam rade, ale to wszystko jest chyba ponad moje siły.

- Daj sobie czas.

- Jeszcze więcej?

- Tyle ile będzie trzeba. Już myślałam, że dałam sobie z tym radę, ale wrócił Maks, wrócili też jego rodzice… dzisiaj, kiedy on przyszedł do szpitala nie wiedziałam, co mam zrobić. Gdyby nie było przy mnie Piotr, to ja nie wiedziałabym, co zrobić.

- Ale spokojnie. Powiedziałaś Maksowi.

- Tak, ale nie mogę od niego oczekiwać, że powie mu, żeby dał nam spokój.

- Ma dać spokój Tobie. Pozwól Maksowi o to zadbać. Jestem pewny, że drugi raz nie popełni tego samego błędu.

- Ufam Maksowi, ale nie będzie mnie przecież pilnował. Muszę sama sobie dać radę.

- Czasami warto dać sobie pomóc.

- Dam sobie radę.

- Nie wątpię, ale nie musisz być z tym wszystkim sama. 

- Przecież wiesz, że tu nie chodzi tylko o mnie. Jest Maks, są jego rodzice. Nie mogę patrzeć tylko na siebie.

- Maks Cię zrozumie.

- Tak wiem. Otworzysz? Zdaje się, że o wilku mowa. – wysiliła się na uśmiech kolejny raz ocierając mokre od łez oczy i policzki puszczając ściskaną przez cały czas dłoń Leona. Gdy tylko poszedł spełnić jej prośbę podniosła się z krzesła szybko jednak siadając na nim z powrotem. Zauważyła, że ostatnio takie chwilowe zawroty głowy zdarzają jej się coraz częściej i nie miała wątpliwości, że są one związane ze stresem i zmęczeniem. Za którymś razem przeszło jej przez myśl, że może być ciąży, ale szybko odsunęła od siebie te myśli, bo przecież oboje z Maksem za każdym razem uważali i bardziej prawdopodobne jest, że to osłabienie jest tylko i wyłącznie skutkiem ostatnich wydarzeń. Podniosła się ponownie tym razem już bez większego problemu i podeszła do blatu kończąc przygotowywaną przez ojca potrawę w oddali słysząc już głosy ojca i Maksa.

- Zapowiada się nam długi wieczór.

- To tylko jedna butelka wina. Leon nie przesadzaj.

- Jedna Twoja. A ja też się przygotowałem.

- Hej kochanie. – przywitał się z nią delikatnie całując jej policzek

- Hej.

- A, co Ty, płakałaś?

- Co? Nie. Nie, wydaje Ci się. – zaprzeczyła szybko odwracając od niego twarz

- Beaty nie ma?

- Za Beatą nie nadążysz.

- To znaczy?

- Nie wiesz, co to znaczy?

- Tata myśli, że kogoś ma.

- I niekoniecznie musi on być w moim typie skoro go ukrywa.

- Może po prostu nie chce zapeszać. Tato, to już jest chyba dobre. – wskazała na dokończone przez siebie leczo

- No to daj. I siadaj. Maks otwórz wino.

- Macie coś do świętowania? – spytała siadając obok Maksa przy stole

- Jakaś okazja zawsze się znajdzie.

- To chyba będziesz musiał sam to wypić.

- Jedna lampka wina nie zaszkodzi.
- Rano jestem w szpitalu.

- Ja niestety też.

- Czyli to wino to chyba dla mnie. – stwierdziła z uśmiechem nakładając sobie na talerz potrawę

- To, co chcieliście mi powiedzieć?

- W zasadzie nie powiedzieć, tylko prosić. I zdaję się, że nie my, tylko ja.

- I nie chodzi o to, co sobie pomyślałeś. – uprzedziła domyślając się, co teraz zaczęło chodzić Leonowi po głowie

- To wyrażaj się chłopcze jaśniej, bo ja już zastanawiałem się nad odpowiedzią.

- Nie chodzi o to. Jeśli o to chodzi to możesz być spokojny. Dajemy sobie czas.

- I słusznie. Nie macie się, co spieszyć.

- Na razie chcielibyśmy gdzieś wyjechać i potrzebujemy Twojego poparcia u Elżbiety.

- Nie bardzo rozumiem? Odmówiła wam?

- Jeszcze nie, ale zdaje sobie sprawę z tego, że to może być problem dla szpitala, jeśli pójdziemy na urlop w tym samym czasie.

- Mogę jej wspomnieć, ale myślę, że nie będzie problemu. Oboje potrzebujecie wypoczynku. Myślę, że dwa tygodnie nie będą tragedią. Chyba, że chcieliście więcej? – spytał widząc ich spojrzenia

- Wszystko jedno ile. Chociaż kilka dni.

- Dobrze, zorientuję się, ale to raczej nie będzie problem

- Zostawisz mamę?

- Zdaję się, że mama już podjęła decyzję. Wygląda na to, że w najbliższych dniach wraca do Szwajcarii.

- Maks…

- Ala, tak będzie lepiej. – przerwał jej widząc, że chce po raz kolejny przekonywać go, aby spróbował jeszcze raz namówić matkę na to pozostanie w Polsce

- Próbowałeś ją jeszcze raz przekonać, że to nie będzie problem, jeśli zostanie.

- Ala oboje wiemy jak jest. Ja doceniam to, że mimo wszystko chcesz żeby ona tu została. Cieszę się, że mnie rozumiesz, ale to jest jej wybór. Nie będę jej wiecznie przekonywał. Mówiłem kilka razy, próbowałem ją przekonać, ale z jakiegoś powodu ona chce z nim być. Zresztą matka też rozumie, że dla Ciebie to nie jest łatwe.

- Córciu Maks ma rację. Jeśli Krystyna podjęła decyzję to nie ma sensu na siłę nakłaniać jej do zmiany zdania.

- Właśnie. Będzie dobrze. Zobaczysz.

- Wierzysz w to, co mówisz?

- … Ala ja wiem, że to trudna sytuacja, ale dla nas lepiej będzie, jeśli oni wyjadą. Nie jesteś w stanie… Zresztą nie ważne. Gdyby tu zostali ciągle byśmy wracali do tego, co się wydarzyło. A to nie byłoby dobre, zwłaszcza dla Ciebie.

- Zdajesz sobie sprawę z tego, co może się wydarzyć, jeśli Twoja mama pojedzie z nim do Szwajcarii?

- Myślę, że gorzej już być nie może.

- Dla nas, a dla niej?

- To jest jej wybór. Widocznie przyzwyczaiła się do tych wszystkich upokorzeń.

- I nie przeszkadza Ci to?

- Ale co ja mogą zrobić? Pewnie, że wolałbym, żeby od niego odeszła, albo najlepiej żeby w ogóle nie było takiego problemu, ale skoro już jest i ona nadal chce z nim być to ja nic na to nie mogę poradzić.

- Maks, ale dla Ciebie to nie będzie takie łatwe, jak Ci się wydaje.

- Gdybym znał prawdę wcześniej to mielibyśmy to wszystko już dawno za sobą. I tylko na tym mi teraz zależy. On nie ma się więcej do Ciebie zbliżyć. A, to, co zrobią ze swoim życiem już mnie nie interesuje. Dałem matce wybór. Powiedziałem, że jej pomogę, ale widocznie on jest ważniejszy.

- Tato proszę Cię przetłumacz mu. – spojrzała na Leona bezradnym spojrzeniem

- Nie dziecko. To jest decyzja Krystyny i jeśli nawet Maks nie dał rady jej przekonać do tego, żeby została w Polsce to widocznie jest pewna swojej decyzji.

- A nie przyszło wam do głowy, że może ona chce się narazić dla nas. Może chce żebyśmy mieli spokój, a wie, że jeśli zostałaby w Toruniu to on sam by nie wyjechał.

- To tym bardziej powinni wyjechać. Jego ma tu nie być.

- Maks to jest Twoja matka.

- Takie sobie życie wybrała. Nie jest w tym wszystkim bez winy. Nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia.

- Nie chcę żebyś żałował.

- Nie będę. I w ogóle zmieńmy temat, jeśli jest to możliwe.  – nie było to wcale takie łatwe. Zmiana tematu nie było teraz czymś, co przyszło im bez problemu. I choć zgadzali się, co do tego, że obecność Kellerów w niczym młodym nie pomoże, a jedynie jeszcze bardziej zaszkodzi to Alicja nie czuła się komfortowo ze świadomością, że w pewien sposób przyczynia się do zerwania kontaktów Maksa z rodzicami. Mimo wszystko nie czuła się z tym dobrze. Najwyraźniej jednak Maks i Leon mieli na ten temat inne zdanie.



Kolejna notka przed Wami. Długa notka, co prawda miały być z niej dwie, ale ciężko było ją w którymś momencie uciąć, dlatego tego nie zrobiłam. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Pozdrawiam!